Każdego dnia modlę się do Boga, aby się odezwał...
A ty nic :(
Wtedy myślę dlaczego tak zrobiłam??
A teraz nie potrafi pomóc mi nikt...
Tracę wiarę we wszystko chce już odejśc,
z tego świata pełnego rozpaczy...!!
Uciekam przed sztyletem przeznaczenia
To już ostatnia potoku łza
Okryte fałszem królestwo nie ma znaczenia
Wydłużająca się droga podstawia kłody
Wbija się w podniebienie resztka zepsucia
I niszczy kolejną wskazówkę pędu
Wystarczyło zbliżenie by doszło do ukłócia
Kolejna ofiara zasypuje dolinę
Tworząc tak nasyp zwłok mentalnych
Wielka a mała góra dumnie nazwana
Górą ciał ludzkich jeszcze nie umarłych
One tylko zmieniają swą istotę
Zyski z rozpadu umysłów czerpią
Ci którzy twierdzą że wszystkim sterują
W pustce ludzkiej się tylko chełpią
Lecz całe szczęście im się tylko tak zdaje
Ma gorzka droga ucieka przede mną
A może by zmienić ją
Wietrzna rzeczywistość tworzy wizję senną
Nie dogoni jej nikt bo wszyscy już nieświadomi
Za późno na zwrot idź w stronę cienia
Tam znajdziesz swą wstęgę przeznaczenia.
Kiedyś się śmiałem,
Dziś jestem smutny.
Kiedyś się bałem,
Dziś jestem próżny.
Kiedyś coś miałem,
Dziś nie mam nic.
Kiedyś błyszczałem,
Dziś jestem głupcem.
Kiedyś kochałem,
Dziś nie mam czym.
Jestem pustką,
Choć nie jestem pusty,
Ale jestem!
Jestem odchłanią,
Choć nie wchłaniam już dobra,
Ale jestem!
Jestem nicością,
Choć nie jestem niczym,
Ale jestem!
Myślę, że Kęs potrafi zabić,
Ale gdyby nie zło nie doceniałbym już dobra.
Myślę!
Nie mam czego ratować,
A jednak się bronię.
Myślę!
Wiem, że jestem zły
A jednak wciąż istnieje.
Myślę!
Myślę, wiec jestem...
Powiadają - czas leczy rany
Z czasem zapomnisz
Czas najlepszym lekarstwem
Jak jednak zaleczyć tę dziurę
Co w sercu jest wypalona
I wciąż żywym ogniem się pali?
Jak jednak zapomnieć o tym
Co w głowie wciąż tkwi niczym drzazga?
Jakiego lekarstwa potrzeba
Gdy każda cząstka Ciebie chce tego bólu
I walczy z rozsądkiem w każdej sekundzie?
Choć boli, choć pali, choć aż tak mocno
Nie zrezygnujesz tak łatwo z cierpienia
Bo gorsza od bólu jest tylko pustka
Gdy o nic nie walczysz
Gdy wszystko Ci jedno
Powstrzymaj czas przed upływem
Zostań, chcę Cię czuć !
Odchodząc zabierasz mój oddech,
Tonę w Styksie samotności.
Boże
Pozwól mi zasnąć
W ramionach ducha
Choć raz wyrównać oddech !
A gdy się obudzę
Spraw, aby uderzenie zimna
Nie pokryło szronem resztek wspomnień..
Jeden drugiego krzywdzi.
A on nie widzi.
Ktoś z biedy umiera.
A on oczu nie otwiera.
Ktoś łamie prawo.
A on patrzy na lewo.
Jeden obraził drugiego.
A on nie słyszał niczego.
Ktoś go szturchnął .
A on się ocknął.
Nagle słyszy i widzi wszystko.
Co jest blisko i daleko.
Chodził z wyprostowaną głową pewnie.
Miał czyste sumienie.
Żył spokojnie.
Cieszyło go życie.
Miał kolegów żyjących markotnie.
Mających obolałe sumienie.
Nie mających spokoju zupełnie.
Bolejących nad sobą skrycie.
Nie wiedział, że może na to zachorować.
Lecz zaczął kolegów naśladować.
Chorobę u siebie zauważył.
I szybko lekarstwo nawrócenia zażył.
Złych ludzi trzeba się wystrzegać .
Z dobrych przykład brać.
Nienawiść w sercu hodujesz.
Zazdrości, zawiści hołdujesz.
Chciwość przeżera serce.
Żyjesz w bólu serca ,męce.
Próżność zły kwiatek.
W sercu pychy naddatek.
Serce chwastów pełne.
Od ran zranione.
Pełne mściwości do człowieka drugiego.
Nie potrafiące wybaczyć niczego.
Nie masz dobrego serca.
Siał, w nim zły siewca.
Chodzisz bardzo smutny.
Brak chęci do życia.
Ciągle przemęczony .
Ciągle złe przeżycia.
Narzekasz na zdrowie.
Ciągle masz depresje.
Że zły prawie nikt nie wie.
Masz moralną obsesje.
Narzekasz na serce .
Ciągle ciebie boli.
Czy jeszcze masz cerce.
Czy sumienie boli?