Co się ze mną dzieje?
Niech mi powie ktoś.
To uderza z taką siłą...
Mam już tego dość.
Tracę własną twarz,
Ten chory schemat ciągle się powtarza,
Tylko co się ze mną dzieje?
Niech to się już nie zdarza.
Proszę, cokolwiek znaczysz,
Nie męcz już więcej mnie,
Bo cierpieniem tylko raczysz.
Ja przez Ciebie się tak boję...
Błagam, nie powracaj już ni raz,
Chcę zachować moją twarz.
Bez bólu
nie ma życia
Bez bólu
nie ma nic
Wszystko
zrobione z bólem
Każdy w sobie ból skrywa
Ból jest wszędzie
w oczach bezdomnego
w sercu porzuconego
w myślach każdego
Ból jest wszędzie
jak kot
skrada się
by zadać
ostateczny cios
Wydobywam każdego dnia z siebie niemy krzyk
nikt go nie słyszy bądź nie chce usłyszeć
krzyczę głośno zagłuszam siebie wciąż
nie słyszę nawet swoich myśli
wiem ze nikt nie poda mi ręki
tylko każdy wyciąga noże
czy mam sie złapać ostrza
przecież to nie pomoże
tylko skaleczę siebie i swoje odbicie
siedzę w skorupie na dnie skrycie
świat dla mnie przykrym jest doświadczeniem
chciałbym stad uciec ręki skieniem
chciałbym odlecieć w dalekie strony
lecz nie potrafię
lecz nie umie
wymówić tego, co w sobie kryje
co we mnie siedzi od samego początku
co niszczy me wnętrze co drąży ma duszę
Powstają otwory dziury bez dna
a przez nie wychodzi krzyk niemy
co dnia.....
W moim śnie odbyła się dyskoteka.
Na hucznej zabawie nikt nie narzeka.
Wódka leje się litrami.
A mężczyźni tańczą z kobietami.
Na stole położone jest jadło.
Które z nadmiaru nam obrzydło.
Muzyka rozwesela życie.
I panienki zapewniają użycie.
Na stołach leżą zdjęcia.
( Nie ma bardziej podłego, niż ich oglądanie, zajęcia)
Na nich są sylwetki ludzi ciężko pracujących.
I w biedzie umierających.
Na zdjęciach też jest niemowlę płaczące.
Na śmietniku w bólach umierające.
Wreszcie mój sen się skończył.
Który złych zabawiał a biednych wykończył.
Czemu ty matko tak mnie oszukałaś
I tego światu ujrzeć nie dałaś.
Czemu ty ojcze na to pozwoliłeś
I nad moim życiem wyrok wyznaczyłeś
Była bym ja była do was dziś się śmiała
I do ciebie matko oczkami mrugała.
Była bym ja tyle szczęścia dziś zaznała
Gdybym waszego wyroku nie miała.
Jutro me serce nie będzie pukało
I ciebie matko nie będzie widziało.
Bo jutro będzie już rozszarpane
I do kanału zostanie wylane.
Lecz ja ci daruję mateczko miła
Bo to nie twoja, lecz szatana siła była.
Czarny Anioł
Czarny Urok
Rzucony na ofiarę
Która zaś smutkiem opętana
Nigdy nie będzie taka sama
Nigdy uśmiech nie powróci
Nowe pokolenie
Pokolenie Ludzi
Wszyscy zatruci
Więcej
Prędzej
Mocniej
Czy można by zrozumieć słowa
Słowa bez znaczenia
Czy można zawrócić dookola
Można?
Pytań zawsze jest więcej
Odpowiedz na to czego pragniemy najbardziej
Nie istnieje
Gdyż zawsze pragniemy Wiecej
Miłość zabawne słowo
Pożądanie brzmi poprawniej
Zauroczenie mniej banalnie
Troska!
Troszczymy się tylko o siebie
Pustka!
Dotyka nas w najgorszym momencie
Pytanie!
Co dalej będzie?
Można by zanurzyć się w śnie
Miękkim lekkim bezimiennym
Może warto zawrócić dookoła
Może warto zapomnieć
Może warto pamietać
Czas zgasić płomień niedoskonałości
Zacznijmy żyć
Abyśmy żyć chcieli
Błądząc po bezludnej wyspie
Uśpiony własnym gniewem
Stawiając kroki nic nie czując
Czasami się zapominam
Błądząc w bezkresie
Żyje!
Czy życ się staram?
Czasami myślę że to koniec
Po czym czuje jak bym się odrodził
Jednocześnie czując ból
Czy to możliwe?
Czy sen może mieć odbicie w rzeczywistości
Nie wiem Cisza
Dalej idąc zanurzam się coraz bardziej
Coraz mocniej błądząc myślami
Stawiając mocniej kroki
Jednak nie zostawiam żadnych sladów
Czy ja sam jestem snem?
Czy może sen jest mną?
Chciałbym kogoś zapytać
Kogoś zupełnie przypadkowego
Jednak nie widzę nikogo
Stojąc tak sam
Nie rozumiem
Tak wiele widzę
A nic z tego nie rozumiem
Zamykam oczy
Spoglądam w sam głąb
Odnajduje tam cień
Cień nadziei
Czy może cień spełnienia?
Co to może być?
Czy jest to odpowiedz?
Nie mogąc tego odczytać
Może za bardzo staram się to odnaleźć
Nie widząc prostej odpowiedzi
Może czekam na coś czego nie ma
Może to odnalazłem ale się wystraszyłem
PRZEPRASZAM
Tyle nienawiści
wszędzie pełno zdrad
Oni tańczą...
gdy wokół wali się świat
Mimo łez kapiących z nieba
Oni tańczą...
wokół w otchłań spada gleba
Oni tańczą...
Niegdyś nieśmiałe dłonie
złotym snem myśli owiane
teraz oczy blaskiem płonące
jakże namiętnie w sobie zakochane
Gaśnie spokój
wojna powraca
dobroć bezpowrotnie się zatraca
Oni tańczą...
Powódź ludzkie serca topi
giną dzieci, damy, chłopi
Oni milkną...
Samotność mi doskwiera
a dusza umiera
Czy starczy dość siły
by przejść jak należy
przez cięzar zwany życiem
to od innych zależy
Czy ze mną zostaną
niewidzialni się staną
czy komuś zalezy
czy w sens życia ktoś wierzy
Monotonność zabija
z powodem życia się mijam
coraz bardziej z niego szydzę
tym wszystkim sie brzydzę
Pustka rani tak mocno
w moim życiu jest tak mroczno
szczęście to obce mi słowo
pechem miażdżę brawurowo
Głośno wołam tylko chwilkę
zaraz potem szybko milknę
a wtedy nie jestem sobą
gdyż mówić nie mam do kogo