zranione serce można porównać
do psa
małego szczenięcia
wiernego ufnego
gdy skrzywdzisz to szczenię
gdy zadasz mu ból
gdy kopniesz lub uderzysz
ono wybaczy Ci kiedyś
ale nie zapomni
ono przyjdzie do Ciebie
ale nie tak jak dawniej
nie zamerda ogonkiem
będzie się skradać
na przykurczonych nóżkach
wystawiasz dłoń
by je pogłaskać
w pierwszej chwili
cofa się nieco
i zamyka oczka
niepewne
choć chcące wierzyć
niepewne
choć chcące ufać
i pomimo strachu
chce czuć się potrzebne
pomimo obaw
znów Ci zaufa
naiwne
słabe
zbyt kochające
zapytasz
skąd to porównanie
serce i pies
nie doszukasz się
sensu
odpowiem
nie cierpiałeś nigdy
tak mocno
by rozumieć
że niełatwo jest mówić
o uczuciach
jeśli dotyczą
Ciebie
Powiadają - czas leczy rany
Z czasem zapomnisz
Czas najlepszym lekarstwem
Jak jednak zaleczyć tę dziurę
Co w sercu jest wypalona
I wciąż żywym ogniem się pali?
Jak jednak zapomnieć o tym
Co w głowie wciąż tkwi niczym drzazga?
Jakiego lekarstwa potrzeba
Gdy każda cząstka Ciebie chce tego bólu
I walczy z rozsądkiem w każdej sekundzie?
Choć boli, choć pali, choć aż tak mocno
Nie zrezygnujesz tak łatwo z cierpienia
Bo gorsza od bólu jest tylko pustka
Gdy o nic nie walczysz
Gdy wszystko Ci jedno
Czasem powracam myślami do czasów
Gdy byłam jeszcze niewinna
Gdy nie znałam pojęcia zawiści
Gdy obce mi było ludzkie wyrachowanie
Do czasów, gdy byłam prostą dziewczyną
Gotową na wszystko dla swoich bliskich
To czasy, gdy byłam w mym mieście
Tak innym od świata tutaj
Dokąd odeszła moja niewinność?
Zdeptana przez realia tego miejsca
Wgnieciona w ziemię przez tutejszych ludzi
Czasem chcę ją odzyskać z powrotem
Lecz prosta dziewczyna nie przetrwa tutaj
Zbyt naiwna, zbyt ufna, zbyt wierząca w ludzi
Czeka więc cicho, ukryta głęboko
W zakamarkach żółto-czerwonego serca
By się przebudzić, gdy przyjdzie pora
By powrócić do swego miejsca na ziemi
Jak dalej żyć, gdy w sercu pustka?
Już nawet nie boli, nie czuję złości
Ani rozpaczy, smutku... nawet miłości
Chodzę po świecie, me serce bije
Rozmawiam z ludźmi, snuję swe plany
A jednak coś się zmieniło w mej duszy
Wolałaby krzyczeć, drzeć się z rozpaczy
Tupać nogami i wyklinać wszystko
Tak się nie stanie już nigdy więcej
Ta rozpieszczona dziewczynka umarła
Pozostawiając kobietę o zimnym sercu
Nie mogłam zatrzymać czasu ani Ciebie
Choć próbowałam ze wszystkich sił
Nie mogłam zmusić kogoś do miłości
Choć ktoś ten bliski memu sercu był
Nie potrafiłam stać się dla kogoś jedyną
Choć ktoś ten stał się dla mnie nim
Ten ktoś po prostu uciekł z mym sercem w ręce
Kiedyś mu podziękuję, bo nie pokocham już więcej
Z kubkiem czekolady, nie czując jej smaku
Palcem po szybie rysuję wyznanie
Historię miłosną - tak piękną, choć krótką
Ja w niej księżniczką, Ty mym rycerzem
Lecz jest w niej także coś bardzo smutnego
Bo serce rycerza puste w środku
Nigdy nie biło dla swej księżniczki
Bo miłość rycerza była złudzeniem
Tak rzeczywistym, a jednak fałszywym
Księżniczka przykłada swą twarz do szyby
Z cichym wspomnień westchnieniem
Ktoś kiedyś zapyta, czy nie żałuję
Czy gdybym mogła, cofnęłabym czas
By nigdy w życiu Ciebie nie spotkać
By obcy był mi cierpienia smak
Uśmiechnę się wtedy do wspomnień
Odpowiem z uśmiechem na twarzy
Cierpienie to było słodyczą
Spełnieniem najsłodszych marzeń
Ktoś wtedy zapyta dlaczego
Nie mogąc tego zrozumieć
Ja myśląc o Tobie odpowiem
Żałować widoku tych oczu przedziwnych
W których zatapiał się cały świat?
Tych ramion, w których w objęciach
Rozpływałam się cała jak aż tak?
A może uśmiechu, co go widzę do dziś
Gdy oczy zamykam przed snem?
Bo miłość to takie dziwne uczucie
Bo mimo łez nie chcesz od niej uciec
Nagły brak słów, choć myśli palące
Cichutkie łkanie pośród nicości
I niemy krzyk w piersiach
Głuchy krzyk durnej miłości
A serce bije, choć chciałoby przestać
A oczy płaczą, choć brak już łez
Kochanek odszedł, ona została
Ta durna miłość, co spala mnie całą