Idę drogą,
Jest ciemno,
Nie ma tu nikogo,
Tylko ja i zlepek myśli.
Jest ciemno,
Zatrzymałem się,
Pustka, a w niej ja.
Jest ciemno,
To tylko ja,
Otoczyłem swój byt,
-Co Ty robisz?
Jest ciemno,
-Znów spotykamy się.
-To znowu Ty...
Jest ciemno,
-Widzisz mnie.
-Nie patrz.
-Znasz mnie.
Jest ciemno,
-Zostaw mnie.
-Nie sprzeciwiaj się!
-Idziesz za mną...
Jest ciemno,
-Zniewalasz me myśli.
-I tak nie odejdę!
-Ty dobrze wiesz...
-Tak masz mnie dość.
Jest ciemno,
-Skończ z tym.
-Odejdź!
-Nie odejdę,
Jest ciemno a w ciemności tylko Ty...
Jest ciemno,
-Jeszcze tu jesteś?
-Dobrze wiesz, że nie mogę odejść...
-Możesz.
-Ale ja nie istnieje...
nadzieja umiera noc nie konczy sie
a ja wciaz spie nie chce sie obudzic
widziec tego swiata
chce odpaczac
od tego co złe i smutne
nie wiem czy jest jakas nadzieja..
a moze skonczyc z tym wszystkim juz..
Głośny szelest
cicho gra
to znów cisza
a w niej ja
a w niej ja
Huczy spokój głosem swym
to tylko on
a przecież nic
a przecież nic
Jakież milczenie
otacza mnie
wpadam w trans
prawie śnię
prawie śnię
I znów rozlega się
wielki blask
a potem cisza
a w niej ja
a w niej ja
wciąż tylko ja...
To ja zagubiony gdzieś między słowami
Znów nic się nie udało kolejna porażka
We własnej woli wraku się rozpływam
Zewsząd otoczony koszmarnymi granicami
Zdążyła umrzeć już ma dusza ludzka
Z każdym dniem cierpienie zdobywam
Nie ma dla mnie już dobra czy zła
Radość z rozpaczą miesza swe czyny
Wszystko stało się bezlitośnie obojętne
Został po mnie tylko wspomnień wrak
I tak w mej głowie z upływem godziny
Rośną kolce pogardy ukazując smętnie
Jak bardzo jestem niepotrzebny nikomu
Odstawiony gdzieś na regale złudzeń
Będę leżał a kurz bedzie narastał
A Ty odejdziesz do innego tomu
I zbudujesz sobie swój świat marzeń
Bo po mnie tylko obłudny cień pozostał
Czasem tylko będę padał na Ciebie
Taki nikły prawie wcale niewidoczny
Pozbawiony sensu jak każda wiara
A wy pod krzyżem spotkacie się w niebie
Lecz to szczegół wogóle nie istotny
Bo to wszystko kłamstwo co nie miara
Ja już dawno spadłem wodospadem myśli
Nie ma mnie to tylko ubarwione złudzenie
Bo gdzieś zniknęły me ludzkie cechy
Sponiewierane się zaprzepaściły
I odpłynęły w dal łodzią przeznaczenia
Słysząc tylko za sobą ludzkie śmiechy...
Stoję na skraju, pozbawiony twarzy,
Zbieram resztki siebie, fałszywe obrazy.
Zostały już tylko one, reszta zaginęła,
W czeluściach pustki, ciemność mnie ogarnęła,
I wbijając zatruty sztylet w otchłań mych myśli,
Splugawiła mnie, jej klątwa się ziści.
Ja już nie uciekam, choć zostałem przebudzony,
Poddaję się armii myśli, zabijają mnie miliony.
Jak poległy wojownik, walczący w wielkiej bitwie,
Zostałem sam, zamknięty we własnym umyśle,
Nikogo nie obchodzi los mój, bliski końcowi.
Porwie mnie nicość, będę w myślach zagubiony,
Nigdy już nie wrócę, do reszty wyniszczony zostanę,
U kresu mych urojeń, czeka już tylko fiolka z jadem.
Nic już nie zostało, to wszystko, dla mnie za mało,
W zwierciadle własnego ja, umarłem, to się stało.
Opowiedz mi, jak życie przemija,
Wtedy, gdy w cieniu odbicie widzisz swoje,
Tak bardzo niewyraźne, mocno zamglone.
I pogrążasz się, w ciemności posoce,
W pamięci bruku, deficycie bytu,
Ogłupienie ludzkie, to tylko rynek zbytu.
I ponownie to czujesz, pustkę czarną,
Bije na twarz smród tej słabości,
Ta tragiczna bezradność przyprawia o mdłości.
A z Ciebie odpływa, jak z ran osocze,
Wszystko co dobre i zostajesz w tyle,
Rozprute twe wnętrze, ginie to co żywe.
Wyniszczeni tak przez szarańcze kłamstwa,
Dostępujemy klęski, jakże niegodziwej,
Na koniec pogrążeni w śmierci prawdziwej.
Nie mogłam zatrzymać czasu ani Ciebie
Choć próbowałam ze wszystkich sił
Nie mogłam zmusić kogoś do miłości
Choć ktoś ten bliski memu sercu był
Nie potrafiłam stać się dla kogoś jedyną
Choć ktoś ten stał się dla mnie nim
Ten ktoś po prostu uciekł z mym sercem w ręce
Kiedyś mu podziękuję, bo nie pokocham już więcej
Z kubkiem czekolady, nie czując jej smaku
Palcem po szybie rysuję wyznanie
Historię miłosną - tak piękną, choć krótką
Ja w niej księżniczką, Ty mym rycerzem
Lecz jest w niej także coś bardzo smutnego
Bo serce rycerza puste w środku
Nigdy nie biło dla swej księżniczki
Bo miłość rycerza była złudzeniem
Tak rzeczywistym, a jednak fałszywym
Księżniczka przykłada swą twarz do szyby
Z cichym wspomnień westchnieniem
Nadzieja stała się kłodą
Miłość-nienawiścią
Słońce-mrokiem
Ulica-pustynią
Śmierć jedynym wybawieniem
Szedł do polityki z własnymi pomysłami.
Lecz musiał się pogodzić z partyjnymi hasłami.
Układy, układziki. Układy , układziki.
Tylko elastyczni pasują do polityki.
Szedł do polityki z czystymi rękami.
Lecz zaczął zadawać się z cwaniakami.
Układy , układziki. Układy , układziki.
Być czystym nie pasuje do brudnej polityki.
Szedł do polityki z dobrymi chęciami.
Lecz musiał współpracować z populistami.
Układy układziki. Układy , układziki.
Prawdomówność nie znosi polityki.
Liczą się tylko wyborcze wyniki.
I tworzą się ciągle nowe kliki.
Układy, układziki.