Osiemnaście lat nastało,
Osiemnaście! To niemało.
Wkraczasz w progi dorosłości,
Myślisz, że to próg radości?
No niestety, prawdę powiem:
będziesz miała w ch*j na głowie.
Tu się zaczną jakieś PITy,
Dla skarbówki jakieś kwity,
Pensji większość weźmie ZUS,
"Albo przewóz, albo wóz".
To wszystko nieuniknione,
Tak jest w Polsce porobione.
W pełni już uświadomiona,
W dorosłości wejdź ramiona.
Przyjmij ode mnie życzenia:
Żeby każdy dzień zmęczenia
W trudnych dniach pełnoletności,
Nie był smutny, lecz dostarczał
Wiele serca i radości.
Już widzi ją Filon, oczami za nią wodzi,
Już widzi ją Filon, nic mu nie przeszkodzi.
Zerwał się pędem, wszystko na szali postawił,
Zerwał się pędem, tułów z tyłu zostawił.
Nie może jej zgubić, smutek zbyt wielki
Rozszarpałby mu serce niczym najstraszliwsze męki.
Już widzi ją z daleka, już widzi swoje dziecię,
Wtem wózek go potrącił, tak jest w supermarkecie.
Lecz on waleczny, przeciwnościom czoło stawi,
Zbyt twardy, taki ból go nie strawi.
Wstaje i dalej biegnie, przez masła, przez sery,
Za nabiałami w prawo, mija już selery.
Myśli sobie „Warzywa, niedaleko jestem
Od mej ukochanej, więc przyspieszę jeszcze”.
Tak zamyślony biegł co mu było sił w nogach,
Szybko niczym jeleń o dwóch lśniących rogach.
Na drodze swej jednak napotkał przeszkodę,
Nie ma przejścia, wielkim koszem zastawione.
Lecz on jest silny i męski, co to dla niego,
W Iraku przetrwał, takie coś to nic wielkiego.
I niczym polscy żołnierze w bitwie pod Wizną,
Przeskoczył nad wielkim koszem z bielizną.
Już stoi przed nią, oczu nie może oderwać,
Serce szybciej bije, do gardła chce się poderwać.
Podbiega do niej, chwyta, ściska ją w ramionach.
Takiej miłości nic w świecie nie pokona.
I nie wyjaśnią tego chemicy, nie wyjaśni zakon pijarów,
Właśnie tak wielką siłę ma zgrzewka browarów.
Idzie okularnik z okularami.
Ma dwa szkiełka przed oczami.
Jest młody czy stary?
Co kryją okulary ?
Może jest matematykiem
i całki liczy.
A może zza okularów,
na dziewczyny patrzy.
Może widzi świat
w jasnych kolorach.
A może w ciemnych.
Bowiem to, że okularnik
przez okulary patrzy.
- Jeszcze nic nie znaczy.
Przez okulary świat
jest wyraźniejszy.
Ale czy ładniejszy ?
Gdy opiekun psa jest fałszywy.
Pies ma klapnięte uszy i chodzi krzywy.
Gdy właściciel jest nie szczery.
Pies żali się na zdrowe łapy ( cztery.)
Gdy pan jest optymistą.
Ulubieniec macha kitą.
Gdy właściciel psa jest nadąsany.
Pies zwiesza ogon i jest smutny.
Gdy opiekun psa, nie lubi drugiego człowieka.
Ulubieniec szczerzy zęby i szczeka.
Mówi się , ze pies jest podobny do właściciela.
A ja powiem, pan upodabnia się do czworonogiego przyjaciela.
Młoda pani z welonem.
Lata wysoko balonem.
Zabawiam psa.
Który w pysku ma ananasa.
Widzę się z krawcem.
Który posyła ubrania latawcem.
Jest chłopców paczka zgrana.
Która za „godło” ma banana.
Wykluwają się pisklęta z jajek.
Pod wpływem czytanych bajek.
Głowa jest z kapusty.
I zamiast rozumu łeb jest pusty.
Rowerzysta na zakrętach.
Daje znak , grając na instrumentach.
Na drzewie rośnie niebieska wiśnia.
A to wszystko, to moja wyobraźnia.
Młoda pani z welonem.
Lata wysoko balonem.
Zabawiam psa.
Który w pysku ma ananasa.
Widzę się z krawcem.
Który posyła ubrania latawcem.
Jest chłopców paczka zgrana.
Która za „godło” ma banana.
Wykluwają się pisklęta z jajek.
Pod wpływem czytanych bajek.
Głowa jest z kapusty.
I zamiast rozumu łeb jest pusty.
Rowerzysta na zakrętach.
Daje znak , grając na instrumentach.
Na drzewie rośnie niebieska wiśnia.
Jest piąteczek nasz kochany,
już wieczorem wdzieje glany.
Na spacerek do Dublina ,
z glana ktoś dostanie w ryja:)
Później znajdę towarzysza,
zaraz w mieście będzie cisza!
Kto do skinów dziś podskoczy,
fioletowe będą oczy!
Po wieczornej burdzie w mieście,
w dyskotekę nas zawieźcie.
Pały mamy,glany też,
na parkiecie będzie rzeź.
Tak do rana w środku tłumu,
starczy w końcu tego szumu.
Pójdziem doma ,do mamusi,
główki złożym na podusi.
Po modlitwie przed śniadaniem,
planujemy w mordę lanie.
Cóż innego mamy robić,
tylko umim gęby obić :)
Dzień jak zawsze zaczął się wcześnie,
Jadźka w ogrodzie zrywała czereśnie.
Mietek zaspany leżał pod kocem,
krzyczał do Jadźki po chu.. Ci owoce?!
Ona mu na to przepitym głosem,
walnij się w głowę twardym kokosem.
Zbieram owoce na nowe wino,
żeby nie było ze znowu nimo!
Wtem Mietek powstał jak młoda roślina,
uwielbia on temat świeżego wina.
Czekać on jednak za długo nie może,
szybko swą odzież znalazł w oborze.
Ubrał gumowce elegant on taki,
pobiegł do sklepu po dwa buraki.;)