PRZECIĘTY SZNUR ŻYCIA
NA STOSIE SPALONY
OKRYTY BRUDNYM KURZEM
UMARŁ BEZ GŁOSU ŻALU
CIEMNOŚĆ ZAPANOWAŁA
PŁASZCZEM SWYM CZARNYM
CAŁY ŚWIAT OCZAROWAŁA
ŻAL WYLANY NA DRODZE SZCZĘŚCIA
WSUNĄŁ SIĘ NICZYM WĄŻ KĄSAJĄCY
DO ŹRÓDŁA DOBROCI
GDZIE WIARA NADZIEJA
NA ŚMIERĆ SKAZANE
KROPLAMI ZIMNYCH ŁEZ POKROPIONE
POWOLI TONĘŁY
JAK STATEK NA BŁĘKITNYM MORZU
NA DUŁ NA DUŁ
SŁOŃCE ICH WOLNYM KROKIEM
NA DUŁ PADAŁO
ZACHODZIŁO PO CICHUTKU
JAK NADCHODZĄCA CIEMNA CHMURA
ZBLIŻAŁO SIĘ NA POCZĄTKI
NOWEJ ERY
ERY LĘKU I CIERPIENIA
Siła ukradła wiarę myśli
rozumu żar już dawno ostygł
niczym wosk świecy nadzieii
Wiary smak zastąpiło kwaśne zwątpienie
serce dawno przepełnione miłością
zakrzepło jak krew w żyłach
Z oczu łza czysta wypłynąć nie chce
tylko plastikowa kropla wody
bez znaczenia spływająca
po twarzy dawnego życia
gdzie kolory na szczycie góry
co dzień malowały pejzaż życia
gdzie uśmiech panem dnia
smutek poddanym każdego człowieka
DWULICOWI LUDZIE
Gdy szukasz przyjaciół, szukaj tylko w biedzie,
gdyż tam każdy może Ci powiedzieć,
że nie znajdziesz tu obłudy, fałszerstwa i skandali,
zwykle to ludzie zabierają, a nigdy by nie dali.
Mógłbyś konać z głodu, mógłbyś z bólu krzyczeć,
w miejsce serca z lodem możesz tylko ryczeć:
Dlaczego po świecie chodzą tacy ludzie?
Dlaczego ich uczucia zatopione w brudzie
nie widzą cienia dobroci
i krzywda drugiego człowieka nic ich nie obchodzi!?
Wszyscy w pogoni niczym wyścig szczurów,
Każdy wzbudza ironię budując wokół siebie mury.
Nie spotyka się z siostrą, mamą ani bratem,
Najważniejsza kariera i pieniądz rządzący światem.
Lecz nadejdzie kres
dla ich marzeń przelotnych,
ani się obejrzą,
a będą samotni.
Wyschniętym korytem rzeki
maszerują cienie
Nie zrywają malin
milczenie smakuje najlepiej
Kiedyś
posiadali Imiona
ale umarły w dniu i godzinie
pewnego powszechnie uznanego
roku i miesiąca
Kraina snu
zbiorowego środka transportu
w nieznane
wypiła energię życia
Może wyrosły kwiaty
bloki mosty drzewa
Cokolwiek z sensem
by nie zmarnotrawić
tylu pochłoniętych atomów
samozadowolenia
Kiedyś
ulice szumiały głośniej niż drzewa
lecz później
zrzucono gwiazdy
w bezdenne kieszenie bogaczy
Nikt ich nie zna
Podobno słyszeli
z dobrego źródła
że można więcej kupić
Piłem z tej rzeki
promienie słońca
zanim nauczono ich
czytać
i przepadli
Pisałem te litery
Chodzi ukradkiem złodziej.
Podstępne jego drogi.
Myśli jak okraść lepiej.
Po cichu samochód drogi.
Patrzy czy ktoś nie idzie.
Czy nie patrzy z dala.
Czy złodziejstwo wyjdzie.
Raz zbliża się, raz oddala.
Już kradnie samochód .
Już cieszy się z zdobyczy.
Lecz nocnego Stróża chód.
Który złodziej krzyczy.
Odstrasza.
W ręku sztylet
Na rękach krew
Chwała królowi!!!
W duszy gniew
W oczach wspomnienie
Za nią las
Przed nią mrok
W ręku sztylet
Na ciele krew
W niej tkwi zło
Chwała królowi
Kroczy drogą
Wokół tańczy
Cisza
Wokół czai sie śmierć
Oczekując kolejnych dusz
Zatrzymać dzień, godzinę, minutę, sekundę
Niech nie nadchodzi jutro
Lepiej ciemność tulić
Niż ujrzeć w blasku dnia
Wszystkie drogi
Którymi można pójść