...bo gdy cię nie ma tkwimy jak pisklę w skorupie
którą ty otwierasz aksamitnym kluczem
przyoblekasz w płaszcz z marzeń utkany
przed stopy rozrzucasz dywan różany
a dłonią wykutą z kryształu tajemnego
ku krainie gdzie blask słońca krasnego
obmywa z fałszu i wątpliwości strutych
gdzie ku twej chwale dziękczynne oddają saluty
prowadzisz i mnie, pielgrzyma i sługę
cnót nieśmiertelnych, co ich mocy smugę
poznał, i nad życia murem drwi niewzruszony
gdyż dnia każdego coraz bardziej skruszony
z szekspirowskim szeptem skreślam te wersy liche
bom przez ciebie samotności stawiam słodkie znicze
i z dwóch serc płynie spiżowa melodia
niech każdy posłyszy: Amor Vicit Omnia.
Przełykam krew.
Cierpka jest
ta moja krew.
A więc tak wyglądają końce...
Brakuje nam pożegnania.
Mi go brakuje.
Na szczycie rozpaczy
chce powiedzieć:
do zobaczenia
dziewczyno.
Spotkamy się
pośród zielonych traw.
I wtedy wyciągnę z nich
zgubione dziś
nadzieje.
Pobłogosławię nam
lśniącym
otwierając dłonie
i łapiąc w nie
słońce zachodzące.
A na tamtym wzgórzu
już nigdy nie będzie
nas.
Kochałam nie zdradzałam
była tam gdzie byłeś ty
chciałam być gdzie ty
pragnęłam cię a ty mnie nie
zatrzymałam się ty szedłeś dalej
płakałam ty byłeś twardy jak głaz
mówiłam zostań ty przepadłeś
płakałam całą noc w poduszkę !
każda łza była moją tęsknota do ciebie
kochałam Cię
Ciebie nie ma a ja uczę się zapomnieć.