Jesteś ze mną Boże

Jesteś ze mną Boże, mój i Ojcze
W każdej chwili najzwyklejszej dnia,
Gdy w wieczornej ciszy czytam książkę,
Gdy z modlitwą gubię się w mych snach.

Jesteś w mojej pracy i w rozmowie,
Szuka Ciebie każda moja myśl.
W rozmyślaniach co błądzą po głowie
I w marzeniach, w które chcę znów iść.
  207 odsłon

Bolesne powroty

W jutowych spodniach, odziani w łachmany,

Wracają radośnie nasze „Polskie Pany”.

Na ranach strupy, na twarzach blizny,

Wracają do swej kochanej Ojczyzny.

 

Po sześciu latach cierpień i głodu,

Wyrwani z pieluch jeszcze za młodu.

Wracają do domu z Nieludzkiej ziemi,

Chorzy, zranieni i zagłodzeni.

 

Lecz są już blisko polskiego nieba,

Więcej im już nic nie potrzeba.

Tęsknili bardzo za chlebem ojczystym,

Jeszcze niedawno tak oczywistym.

 

Już domem Waszym nie będzie Syberia,

Choć tak nakazał Ławrentij Beria.

Czekają na Was cieniste gaiki,

Łąki umajone i kręte strumyki.

 

Wreszcie Medyka, Ojczyzna nasza,

Lecz czy skończyła się udręka Wasza.

Tutaj czekają kolejne nowinki,

Będzie rewizja, szukają „świnki”.

 

Po chwili Ubecy, że strach się bać,

Orła w koronie z wagonu każą ściągać.

Orzełkowi nawet ukradli koronę !

I kto się wstawi za naszą obronę ?

 

Od ciężkiej pracy Wasze ręce bolą,

Czy powitano Was chlebem i solą ?

Dla ludzi zmęczonych, chorych w niedoli,

Zabrakło bochenka chleba i soli.

 

PUR Wam daruje pieniądze, odzienie,

Bilet na drogę i … zapomnienie.

Milczeć musicie po kres Waszych dni,

Choć piekło Syberii co noc się Wam śni.

 

Napisaliście książki, bolesne wspomnienie,

Wasza Golgota nie pójdzie w zapomnienie.

O tej krainie niech dowie się społeczeństwo,

W której to człowiek człowiekowi odebrał człowieczeństwo.

  202 odsłon

Wykrwawiam To

Pływam łodzią po morzu żalu, uspokajam te wody
Szukam lądu bez tamtych stanów, bez niezgody
We własnym cieniu, ten w lustrze odrzucanym
Wymieniliśmy się spojrzeniem a nie wiem jak się nazywa
Bez pucharu stoję, ale czuję się wygranym
Bo z miejsca z którego jestem zawsze się przegrywa

Muszę to wykrwawić, muszę to wykrwawić
Horyzont - nie znajduje się w oddali
Zdarzeń - nie cofnę, zostaliśmy sami
Jeśli nie ja, to nikt inny mnie nie zbawi

Bandaż nie pomaga, muszę to wykrwawić
Nic mną nie włada, nie tańczę jak zagrali
Byłem porażką, zawodem i zbitym lustrem
Czyjąś, czyimś, i przez kogoś
Karmiony karmą, w nagrodę i z lepszym jutrem
Zbudowany czystą energią na nowo

Dałem czyny a nie słowo
Teraz z niczym, wokół goło
Żaden wyczyn, już mi starczy
Róża ryczy, kwitnie Narcyz

Muszę to wykrwawić, muszę to wykrwawić
Horyzont - nie znajduje się w oddali
Zdarzeń - nie cofnę, zostaliśmy sami
Jeśli nie ja, to nikt inny mnie nie zbawi
  235 odsłon

Niewypowiedziane przeprosiny

Czy mój pogrzeb cieszyłby się
większym gronem płaczących niż ojciec?
Czy mój postęp schowałby się
za górą smutku, jak zachodzące słońce?

Towarzystwie przeszłych ran
Podziękuję i pójdę sam
Przed siebie w stronę, gdzie mój blask
Serce wciąż przecieka jak kran

Jestem za leniwy nawet na wieczny spoczynek
Jestem za słaby
Oślepiony siłą własnych zalet
Jestem najlepszym co spotkało moją rodzinę
Jestem najgorszym
Bo nie chciałem być tutaj wcale

Towarzystwie przeszłych ran
Podziękuję i pójdę sam
Zegarek wybił dziś mój czas
Umarł romantyk, przeżył drań

W ciszy utknęły
hałaśliwe moich myśli lawiny
W ciszy słyszę
Niewypowiedziane przeprosiny
  267 odsłon

Dawid Motyka - krach, - nim urośnie

percepcja stworzonego archaizmu głupiego chłopięcego pobrzasku
błahego arbitrażu z wyciągniętego w śmieciarzu i ołówiarzu
grabiersko podsycanych treści w abstynencji od nie wieści
w Holenderskich spichlerzy rusałki zapalczywi i mściwi krnąbrni zawsze mdlili crwawo mrawi ckliwi
 
krechem i ołówem nawoskowanym bumem z buchem brzuchem
swawolnie z widniejącym wachlarzykom płonącym
rajskim cudem dziś wiodącym
 
krzesz, i wykrzesz na wstecz i wskrośnie
durnowatym patrzaniem zaraz dziś zarośnie w sośnie
w dziczy znośnie | . niech cię nie zwiedzie, boś ty tyle rdzenny oponent
 
chlap Filipie, chlapie bliźnie,
kudłatym watom za co cwanym ratom błyśnie
 
aż drzewo za żywym słowem staje się wdawaniem
boś ty rwaniem spadającym w kramie za co wydawaniem
 
teraz "martwi" - zawsze mili, - obyś się spełnił
  197 odsłon

Dawid Motyka - Moja droga...

Syna małego

chmurka otuliła

 

Matula owinęła,

całuskiem wzięła

do Tronu Mego

i przyszłego

 

by pokazać ślad u płomienia

i Kochać - wielbić

co z życia miłego dostała

 

Owinęła kocem

i ujrzała w niebie

Boski cud chleba

tylko pod Ciebie

w Niebie poświęcona

 

wtem unosi się zapach kadzidła

Święta dla Świata

poezja przepysznie stworzona

 

z zarysu twarzy

Narysowała Chrystusem odmieniona

nić powleczona, pępek Świata

 

Pobłogosławiona Matki

- Żona

 

Matka Stworzonego Boga

i Świata

 

"i liść przeplata"

  201 odsłon

nie czytasz już moich wierszy

Krople deszczu za oknem padają na asfalt
A krople łez bezwładnie lecą na łóżko
Manifestując Cię, by kiedyś wróciła karma
Budzę się wcześnie, a chodzę spać późno

Sen się bawi w berka i mi ciągle ucieka
Gonię, lecz łatwo mnie gubi, ten rozdział skończony
W uczuciach rozterka, uniesiona powieka
Zostało spłacić Ci długi, ale nie wdzięczności

I wiem, że nie czytasz już moich wierszy
I wiem, że muszę pozbyć się tej rany
Wczoraj z sercem dla Ciebie stałem pierwszy
A dzisiaj się już nawet nie znamy
  397 odsłon

Modlitwa wieczorna

Jak dobrze być tylko z Tobą, Boże
Jak dobrze w tej ciszy co, wieczorem.
Gdy jesteś ze mną tylko Ty, Ojcze
I ta lampa jasna tu, na stole.

Wszystkie myśli mogę oddać Tobie
Nikt mi wtedy już ich nie zabiera,
Więc w modlitwie wysoko je wzniosę,
Niech nad chmury myśl moja dociera.

Cichuteńko tam w Niebie przysiądzie
I nieśmiało będzie spoglądała.
I to będzie największym jej szczęściem,
Obym w myślach - wiecznie z Tobą trwała.
  241 odsłon

Syndrom Sybiru

Mroźna lutowa noc za oknami,

W drzwi uderzają mocno kolbami.

Matka otwiera jeszcze zaspana,

Nie zna powodu ze snu wyrwania.

 

Trójka sołdatów do domu wchodzi,

I już oczami po ścianach wodzi.

Groźny list od Stalina nam odczytują,

Pakować szybko rzeczy rozkazują.

 

I choć jest ponad dwadzieścia mrozu,

Zaprzęgać konia każą do wozu.

Ładujemy pośpiesznie zabrane rzeczy

I prosimy Boga by miał nas w swej pieczy.


Gdy się w pociągu ze snu przebudziłem,

Myślę, jak dobrze, że tylko śniłem.

Po chwili do mnie prawda dociera,

Mama mnie jeszcze ciepłej ubiera.


Mamuś kochana zjadłbym dziś chleba,

A mama swe oczy wznosi do nieba.

Kipiatok tylko dostaję do picia

Oraz okrutną lekcję od życia.

 
Sybir przeżyłem, jestem już stary,

Lecz każdej nocy te same koszmary.

Co dzień wznoszę modły za rodziców, do nieba,

A przy mnie blisko woreczek

białego, suchego chleba.

A przy mnie blisko woreczek

białego, suchego chleba.

  205 odsłon

Modlitwa moja

W modlitwie mojej nisko się pochylę,
Szepcząc ją sercem ku Niebu ją wzniosę
By uleciała ponad krańce ziemi,
Ku Twej Jasności myślą ją uniosę.

Bo myśli moje skrzydlate i jasne,
Więc niech wzlatują, niech wznoszą się stale.
Żeby modlitwę do Nieba zaniosły,
A może jeszcze, aż do stóp Twych dalej.

Wiec niechaj niosą ją myśli skrzydlate,
Więc niechaj płyną w niebotycznym locie
I niech przenoszą modły me nad światem,
Co z bólu płyną i w serca tęsknocie.

Bo tylko Tobie, Boże Jasny, Wielki
Serce me miłość śle na myśli skrzydłach
I chociaż jestem pyłkiem, tak niewielkim
To moja miłość do Ciebie jest wielka.
  331 odsłon