Pobożne życzenia

Chciałbym kiedyś mieć własny dom
pełen ciepła, choć pod marnym dachem.
I jak dawniej móc uwierzyć snom,
a nie mokry się budzić ze strachem.

Chciałbym kiedyś mieć taki kraj,
który wiosną, zimą i latem
byłby dla mnie jak cudny raj,
a w nim każdy każdemu bratem.

Chciałbym kiedyś mieć taki rząd,
taki, co by  wstrętu nie budził
i rozumiał każdy swój błąd.
I się składał ze światłych ludzi.

Chciałbym kiedyś. Te słowa dwa
w uszach dźwięczą zawsze i wszędzie.
Może spełnią się, jak Bóg da.
Tylko kiedy to kiedyś będzie.
Czytaj wiersz
  651 odsłon
  0 komentarze
651 odsłon
0 komentarze

Zenek

To było rano w poniedziałek, za oknem świt w mgłach i oparach.
Słońce skradało się nieśmiało tak jakby bało się zegara.
Po ścianie lazła pierwsza mucha, kot się przeciągał, zapiał kogut.,
pies cicho szczeknął, gołąb gruchał, mysz zapiszczała gdzieś przy progu.

Zenek się zbudził, przetarł oczy i się rozejrzał po chałupie
szukając poprzez resztki nocy co tu tak dziwnie głośno tupie.
I gdy leniwym, sennym wzrokiem wszyściutkie kąty już obmacał
ujrzał w słonecznym blasku okien, że łeb go łupie, bo ma kaca.

Obok leżała ciepła żona, ale jej nie tknął dla zasady,
bo mu wieczorem obrażona rzekła - z pijakiem nie dam rady.
Więc przydeptane wdział bambosze co stały zwykle przy tapczanie
i delikatnym krokiem poszedł do kuchni, by zrobić śniadanie.

Gdy na patelnię smalec wkładał i siedem jajek brał z kredensu
jakiś wewnętrzny głos mu gadał, że jego życie nie ma sensu.
„Trza wyprostować zakręcone, co niezmienione to trza zmienić.
Może nawyki, może żonę, może się drugi raz ożenić”.
 
Może hektarów kilka kupić i zacząć orkę na ugorze,
albo po prostu  znów się upić, zasnąć w stodole lub oborze.
Przez okno blady świt się sączył, rozjaśniał całą okolicę
a  Zenek radio cicho włączył i jadł tą swoją jajecznicę

W radiu toruńskich chór kleryków śpiewał, że  ranne wstają zorze.
Za ścianą w cichym bydła ryku życie budziło się w oborze.
Mocny głos ojca Tadeusza sączył mu w uszy słowa takie,
„Nie zaznasz ty spokoju duszy, jeśli nie zaczniesz być Polakiem”
 
Dobrze ci mówić, szepnął cicho. Czy wy tam „kurna” nie widzicie
jak nam się tutaj żyje licho i jak kosztowne jest to życie.
Łyżkę odłożył, wąsy otarł. Mruknął, nie mnie tu o tym sądzić.
Na mnie tu czeka wciąż robota. No, trzeba bydło oporządzić.

Między chałupą a oborą chodził szukając kurzych jajek.
Myślał „ W tym kraju wszyscy biorą, tylko mnie „kurna” nikt nie daje”.
Liczył. Na radio wpłacił dwieście, pięć stów wziął ksiądz na mszę za teścia.
Córce, tej co się uczy w mieście na stancję siedemset dwadzieścia.

Synowi pięćset na praktyki no bo się uczy na fryzjera.
Młodszej zeszyty, podręczniki. I znów trzy stówy. O cholera.
Żonie osiemset na kozaki bo już od dwóch miesięcy woła
Ty nie wiesz „taki i owaki”, że nie mam w czym iść do kościoła.

Teściowej czterysta pięćdziesiąt by se wstawiła złote zęby,
choć go cieszyło, że przez miesiąc nie otwierała wcale gęby.
I jeszcze – panie na podatki, na KRUSy, ZUSy, inne zbiórki
Tace, fundacje, może  składki. Nic tylko palnąć w łeb z dwururki.

I skąd brać szeptał karmiąc kury by wszystkim tylko wszystko dawać.
Czy myślał o tym kto u góry, czy kraść, czy mienie rozprzedawać
Tu w niebo spojrzał mrucząc „Panie, na to ja biedny nie poradzę,
Że w naszym pięknym Lechistanie kaczki trzymają całą władzę.

Trzeba krytycznie sprawy sądzić, jak mawiał mój nieboszczyk teść.
I drób nie będzie nami rządzić, bo drób – to panie trzeba jeść.
Chyba świat zawziął się na chłopa. Spojrzał zza płotu na ulicę,
niby to wszystko, to Europa, a bieda  panie jak w Afryce.

Teraz się całkiem zdenerwował. Popatrzył na swój dom ze smutkiem.
Zaklął, w kieszenie ręce schował i tak jak w dym poszedł na wódkę.
Czytaj wiersz
  651 odsłon
  0 komentarze
651 odsłon
0 komentarze

W sprawie aniołów

Od dwóch dni myślę jak ten szalony
czy każdy anioł ma kalesony.
Tu idzie zima, słupek w minusie,
a taki anioł pracować musi.
No, może nie tak anioł chórzysta,
ale stróż anioł, rzecz oczywista,
(przynajmniej takie miewam wrażenie)
ma mieć zimowe wyposażenie,
oraz sort letni, w którym by latał
ponad polami w upalne lata.

Więc do „Najwyższej Góry” ślę z dołu
moją „Instrukcję w sprawie aniołów”,
w której przedstawiam do rozpatrzenia
wszystkie szczegóły wyposażenia.

I tak. Na sezon wiosenno – letni
należy wydać w marcu lub w kwietniu:
białą koszulkę, białe trzewiczki,
zwiewny szaliczek i rękawiczki,
białą chusteczkę, białą czapeczkę,
na dokumenty bialutką teczkę,
 
biały długopis z niebiańskim wkładem,
biały bidonik „na oranżadę”,
biały plecaczek z białą bielizną
aby nie świecił w locie golizną,
skrzydła na zapas lekkie, bezpieczne
i okulary przeciwsłoneczne.
Oraz, gdy przyjdą deszcze i pluchy
biały parasol, aby był suchy,
bo mokry anioł jak zmokła kura
nie może latać gdy mokre pióra

i wszystkim ludziom służyć pomocą
rano, w południe, a nawet nocą.
A teraz okres jesień i zima.
Tu każdy anioł winien otrzymać:
Czapkę podbitą białym sobolem,
z małym uchwytem na aureolę
i rękawice białe i szalik.
Biały pokrowiec, a w nim medalik.
Białą koszulę z białej flaneli
i podkoszulek, też cały w bieli

i kalesony z białej bawełny,
białe onuce dwie z owczej wełny.
No i na koniec (takie wymogi)
białe futrzane buty na nogi.
Liczę na odzew w niebiańskich biurach.
Czas skończyć śpiewać i grzebać w piórach.
Należy zebrać Konwent Seniorów
i niech ustalą tam kilka wzorów
jak ma wyglądać strój przepisowy.
Czekam na odpis

            Kazik z Dąbrowy.
Czytaj wiersz
  1396 odsłon
  2 komentarze
Najnowsze Komentarze
Gość — Masław
Wiedza, wyobraźnia, poczucie humoru - z pewnością wystarczyłoby na nagrodę w konkursie. A moje uznanie pozostanie jedynie przyjaz... przeczytaj więcej
środa, 16 grudzień 2015 21:27
Henryk Lewicki
Dziękuję. Rzadko spotykają mnie w życiu przyjazne gesty.
czwartek, 17 grudzień 2015 16:15
1396 odsłon
2 komentarze

Do p. Wojciecha Młynarskiego (w sprawie jego wiersza)

Powiem tak, Panie Wojciechu
i tak myśl swą szybko streszczę.
Wcale nie jest mi do śmiechu
i po plecach skaczą dreszcze,

gdy jak mówisz wściekłe wnuki
w wir się rzucą walki w ciemno.
I w myśl Prezesa nauki
będą pastwić się nade mną.
 
A nie biczem od satyry
ale krzyżem będą walić,
te nieobliczalne świry.
W końcu dadzą mi popalić,

i tak kota mi pogonią,
i tak wnerwią mnie biednego,
że się rzucę z gołą dłonią
przeciw armii Antoniego.
 
I gdy całkiem mnie zniesmaczą
swoim rządem, no to kurde.
To dopiero tu zobaczą
jaki  ja im zrobię burdel.
Czytaj wiersz
  342 odsłon
  0 komentarze
342 odsłon
0 komentarze

Wstyd

Pewna młoda i tłusta makrela
się nie mogła doczekać wesela
i co było najgorsze
raz przespała się z dorszem.
Dziś ze wstydu twarz chowa za skrzela.
Czytaj wiersz
  923 odsłon
  2 komentarze
Najnowsze Komentarze
Gość — Masław
Jeżeli mistrz zapisuje "...makrela się nie mogła doczekać wesela", zamiast "nie mogła doczekać się wesela", to z pewnością szyk je... przeczytaj więcej
niedziela, 13 grudzień 2015 21:10
Henryk Lewicki
Inny zapis zepsuje rytm wiersza i to jest proste uzasadnienie.
niedziela, 13 grudzień 2015 22:23
923 odsłon
2 komentarze