A kiedy wyjdę

A kiedy wyjdę, zamknij za mną drzwi
i nie patrz w okno, czy jednak odchodzę.
Mój żal jest we mnie, a twój w tobie tkwi.
Nie wołaj za mną, gdy już jestem w drodze.
 
A gdy wyjadę, nie przychodź na dworzec,
 by dopytywać w jaki wsiadłem pociąg.
Nic między nami zdarzyć się nie może.
Daj mi odpocząć, po prostu odpocząć.

A kiedy zniknę,  nie pytaj sąsiadów
czy mnie widzieli może w okolicy.
I na nic nie licz, taką dam ci radę,
bo między nami nic  się już nie liczy.

Kiedy odejdę, nie czekaj na próżno
zrywając puste kartki z kalendarza.
Już jest za późno, o wiele za późno
To może innym, nam cud się nie zdarza.
 
Kiedy wyjadę to  „jak kamień w wodę”.
Adres zapomnę, telefon wyrzucę.
Jedno ci  tylko powiem na osłodę.
Jak mi źle będzie - to po prostu wrócę.
Czytaj wiersz
  551 odsłon
  1 komentarze
Ostatni komentarz do tego wpisu
Gość — Masław
"bo męska rzecz - być daleko..."
środa, 09 grudzień 2015 20:54
551 odsłon
1 komentarze

Umówmy się

Umówmy się na rogu, w barze, u Pana Zbyszka.
Przysięgam Panu Bogu, nie zajrzę do kieliszka.

Wystarczy, że popatrzę na te zmęczone twarze
i na życie sobacze wśród niespełnionych marzeń
 
Wysłucham okradzionych, zdradzonych i pobitych.
Bezpodstawnie zwolnionych, pijanych i niedopitych.

Na niejednej z tych piersi kiedyś lśniły ordery.
Ideom najwierniejsi dziś tu kończą kariery

Dopłynęli do portu, czy dobiegli do mety,
czy tylko tak dla sportu, czy z powodu kobiety
 
Tu  na skraju urwiska, bez przeszłości, przyszłości
o swe życiowe wszystko codziennie grają w kości

I gdy siedzę w tym szumie to tak myślę. Niestety,
trzeźwy go nie zrozumiem „…Panie Zbyszku….dwie sety”.
Czytaj wiersz
  489 odsłon
  0 komentarze
489 odsłon
0 komentarze

Do ludzi

Jeżeli notorycznie masz pretensje do świata.
Jeżeli siedzisz w domu, w którym wszystko cię nudzi
i na tym ci mijają dni, miesiące i lata.
Przerwij w końcu to wszystko. Po prostu wyjdź do ludzi.

Jakąś pasję czy talent któryś chował latami
spróbuj odkryć na nowo i pokazać znajomym.
Porozmawiaj z kolegą, spotkaj się z sąsiadami,
i naucz się uśmiechać w domu i poza domem.

A może znajdziesz kogoś, kto podobny do ciebie
porzucił cztery ściany, na świat spojrzał radośnie
Kiedyś  z widzenia znany, dziś pomoże w potrzebie,
ażebyś w swoim życiu odnalazł nową wiosnę
 
I będzie was wciąż więcej, śpiewaków i malarzy,
kolekcjonerów znaczków, hodowców ziół czy kwiatów,
takich co się nie wstydzą tego, że lubią marzyć.
Co wspólnie dyskutują na tysiące tematów

Dziś złości ten kto ciągle do lekarza by latał
lub spuściwszy powieki tkwił przed świętym obrazem.
Bo spotkałeś takiego jak sam jesteś „wariata” ,
co zamiast w domu siedzieć woli robić coś razem.
Czytaj wiersz
  492 odsłon
  0 komentarze
492 odsłon
0 komentarze

Zenek

To było rano w poniedziałek, za oknem świt w mgłach i oparach.
Słońce skradało się nieśmiało tak jakby bało się zegara.
Po ścianie lazła pierwsza mucha, kot się przeciągał, zapiał kogut.,
pies cicho szczeknął, gołąb gruchał, mysz zapiszczała gdzieś przy progu.

Zenek się zbudził, przetarł oczy i się rozejrzał po chałupie
szukając poprzez resztki nocy co tu tak dziwnie głośno tupie.
I gdy leniwym, sennym wzrokiem wszyściutkie kąty już obmacał
ujrzał w słonecznym blasku okien, że łeb go łupie, bo ma kaca.

Obok leżała ciepła żona, ale jej nie tknął dla zasady,
bo mu wieczorem obrażona rzekła - z pijakiem nie dam rady.
Więc przydeptane wdział bambosze co stały zwykle przy tapczanie
i delikatnym krokiem poszedł do kuchni, by zrobić śniadanie.

Gdy na patelnię smalec wkładał i siedem jajek brał z kredensu
jakiś wewnętrzny głos mu gadał, że jego życie nie ma sensu.
„Trza wyprostować zakręcone, co niezmienione to trza zmienić.
Może nawyki, może żonę, może się drugi raz ożenić”.

Może hektarów kilka kupić i zacząć orkę na ugorze,
albo po prostu  znów się upić, zasnąć w stodole lub oborze.
Przez okno blady świt się sączył, rozjaśniał całą okolicę
a  Zenek radio cicho włączył i jadł tą swoją jajecznicę

W radiu toruńskich chór kleryków śpiewał, że  ranne wstają zorze.
Za ścianą w cichym bydła ryku życie budziło się w oborze.
Mocny głos ojca Tadeusza sączył mu w uszy słowa takie,
„Nie zaznasz ty spokoju duszy, jeśli nie zaczniesz być Polakiem”

Dobrze ci mówić, szepnął cicho. Czy wy tam „kurna” nie widzicie
jak nam się tutaj żyje licho i jak kosztowne jest to życie.
Łyżkę odłożył, wąsy otarł. Mruknął, nie mnie tu o tym sądzć.
Na mnie tu czeka wciąż robota. No, trzeba bydło oporządzić.

Między chałupą a oborą chodził szukając kurzych jajek.
Myślał „ W tym kraju wszyscy biorą, tylko mnie „kurna” nikt nie daje”.
Liczył. Na radio wpłacił dwieście, pięć stów wziął ksiądz na mszę za teścia.
Córce, tej co się uczy w mieście na stancję siedemset dwadzieścia.

Synowi pięćset na praktyki no bo się uczy na fryzjera.
Młodszej zeszyty, podręczniki. I znów trzy stówy. O cholera.
Żonie osiemset na kozaki bo już od dwóch miesięcy woła
Ty nie wiesz „taki i owaki”, że nie mam w czym iść do kościoła.

Teściowej czterysta pięćdziesiąt by se wstawiła złote zęby,
choć go cieszyło, że przez miesiąc nie otwierała wcale gęby.
I jeszcze – panie na podatki, na KRUSy, ZUSy, inne zbiórki
Tace, fundacje, może  składki. Nic tylko palnąć w łeb z dwururki.

I skąd brać szeptał karmiąc kury by wszystkim tylko wszystko dawać.
Czy myślał o tym kto u góry, czy kraść, czy mienie rozprzedawać
Tu w niebo spojrzał mrucząc „Panie, na to ja biedny nie poradzę,
Że w naszym pięknym Lechistanie kaczki trzymają całą władzę.

Trzeba krytycznie sprawy sądzić, jak mawiał mój nieboszczyk teść.
I drób nie będzie nami rządzić, bo drób – to panie trzeba jeść.
Chyba świat zawziął się na chłopa. Spojrzał zza płotu na ulicę,
niby to wszystko, to Europa, a bieda  panie jak w Afryce.
 
Teraz się całkiem zdenerwował. Popatrzył na swój dom ze smutkiem.
Zaklął, w kieszenie ręce schował i tak jak w dym poszedł na wódkę.
Czytaj wiersz
  528 odsłon
  0 komentarze
528 odsłon
0 komentarze

Bisów nie przewidziano

Gdy Bóg da znak i gdy się stanie, że w byt swój wejdziesz po niebycie.                                         
Rozpocznie się szaleńczy taniec, co się nazywa „twoje życie”.
To takie tango argentyńskie. To taki walc z okolic Łodzi.
Wszystko w nim śmieszne i kretyńskie i niewiadomo o co chodzi.
 
To taki kankan z Kołomyi, flamenco rodem z Częstochowy.
Tylko ten kamień co u szyi utrudnia podniesienie głowy.
I te na nogach ciężkie trepy co nie pozwolą na hołubce.
Ręka do ręki wciąż się lepi. I dalej głupcy, wkoło głupcy.

I para w prawo, para w lewo i para z ust i w gwizdek para.
I w myślach każdy jedno śpiewa. I trara rara, trara rara.
A spadające krople potu stukają w rytmie pasadoble.
i nikt się dziś nie trzyma płotu i co niedobre jest dziś dobre.

I co nieładne jest tu ładne i co nieszczere jest tu szczere.
Układy się nie liczą żadne. Każdy jest swoim fordanserem.
Orkiestra. Głośniej, do cholery. Niech dźwięk się falą wlewa w uszy.
I raz i dwa i trzy i cztery. Niech ciało słucha rytmu duszy

i niech ten rytm jak wielkie morze falami przez nas się przelewa.
Kiedy się śpiewać już nie może niech „usta milczą, dusza śpiewa”.
I jeszcze krok i w barze seta, tak dla dodania animuszu,
i dalej w tan, bo gdzieś tam meta, do której wszyscy dotrzeć muszą.

I jeszcze dwa obroty w prawo i podskok w górę i z przytupem
i dalej, dalej, dalej żwawo, i nie chowamy się za słupem,
bo sprawne oko Wodzireja dojrzy nas i wyciągnie z mroku.
W tańcu jedynie jest nadzieja. We wspólnym rytmie wspólnych kroków.
 
I krakowiaczek, obereczek i kujawiaczek, Boże prowadź.
W oczach błysk wypalonych świeczek i byle tu nie zwymiotować.
W powietrzu tylko kurzu kłęby i huczy, dudni cała sala,
a jeszcze przez ściśnięte zęby tralalalala, tralalala.
 
Na twarzy przyklejony uśmiech jak maskę los ci pozostawił,
tu kogoś dotkniesz, kogoś muśniesz „Pardon, no jak się Pani bawi”.
Orkiestra, głośniej. Co wy śpicie. I skąd te dziwnie smutne miny,
wszak taki taniec to jest życie i nie marnujmy ni godziny.

I dalej wkoło, dalej wkoło parami, grupą, całą zgrają
z pieśnią na ustach i wesoło. Na bis nam przecież nie zagrają.
Czytaj wiersz
  706 odsłon
  1 komentarze
Ostatni komentarz do tego wpisu
marmur
Piękne :-)
sobota, 21 listopad 2015 18:44
706 odsłon
1 komentarze