Polska specjalność

Nic nie robienie ma blaski i cienie.
Można tak spędzać wiosny i jesienie,
upalne lata oraz śnieżne zimy.
Dlatego chętnie tak nic nie robimy.
Ale ten bezruch, powolność ślimacza
dla nas kochani jedynie oznacza,
że my się w sobie prężymy do skoku.
A kiedy skok ten?
 Może w przyszłym roku.
Czytaj wiersz
  812 odsłon
  1 komentarze
Ostatni komentarz do tego wpisu
Masław
Czyżby nie było dobrej pory roku, dla nas - leni, obiboków? Pozdrawiam.
niedziela, 30 listopad 2014 21:10
812 odsłon
1 komentarze

Niespodzianka

Pewna panna imieniem Halinka
urodziła raz czarnego synka.
I pomyślała potem.
Ktoś mi wcisnął ciemnotę.
Ale ze mnie skończona kretynka.
Czytaj wiersz
  862 odsłon
  1 komentarze
Ostatni komentarz do tego wpisu
Limba
Witaj Mistrzu ! Nie piszę komentarzy ale wiernie czytam wszystkie Twoje wiersze. Gratuluję i serdecznie pozdrawiam !
poniedziałek, 24 listopad 2014 08:24
862 odsłon
1 komentarze

Skrzypienie starych desek

Mogłabyś gdziekolwiek,
niestety w ciszy zakurzonego strychu
pozostało lato słoneczne.
Mogłabyś gdziekolwiek
nad obłokami
w toni jeziora i na falach.
Jeśli zechcesz, będziesz
bo musisz być
nicością
szmerem
oddechem pustyni mojego wnętrza.
Gdziekolwiek byś mogła
tam ja nie mogę.
Czytaj wiersz
  658 odsłon
  1 komentarze
Ostatni komentarz do tego wpisu
Bartosz Sieczka
Bardzo ciekawe, oddaje ciekawy klimat. Podoba mi się, bardzo!
piątek, 07 listopad 2014 22:49
658 odsłon
1 komentarze

Zebra

Do zebry rzekła zebra przegryzając trawę.
Poczekaj kochaniutka, mam do ciebie sprawę.
Pominę świeżą wodę i smaczne jedzenie.
Zastanawia mnie, jakie mamy umaszczenie.

Ja widzisz kochaniutka, kiedy wstaję rano,
i mam znowu dylemat, trawa albo siano,
w międzyczasie w domysłach swych gubię się cała.
Bo nie wiem czy ja czarna jestem, czy też biała.

Gdy czarne paski widzę budząc się o świcie,
to myślę czarna jestem i czarne me życie.
Lecz kiedy licząc paski zacznę od białego,
uważam żem jest biała, i dość mam już tego

ciągłego dylematu, ciągłej niepewności.
Chciałabym żyć w spokoju do późnej starości.
Wychować swoje dzieci na porządne zebry
i dać im wykształcenie, nie posłać na żebry.

Wiele zwierząt pytałam o jakąś opinię.
Pytałam nosorożce i słonie i świnie,
guźce, głuszce, barany, sarny i jelenie.
Ale każdy mi rzucał zajęty jedzeniem,

że to nie jego „broszka” i że „robię wiochę”,
a jestem trochę czarna i też biała trochę.
I tylko jeden stary gołąb daltonista,
powiedział „Jesteś żółta, sprawa oczywista”.

Bardzo śmieszną opinię miałam od bociana,
że moje umaszczenie to „popaskowana”.
Ale tak może o mnie i o moich dzieciach
mówić ktoś niepoważny, kto z Polski przyleciał.

Tu druga zebra rzekła grzejąc plecy w słońcu.
Może lwa zapytajmy. Jest tu królem w końcu.
I rzekł lew, co w pobliżu dziwnie się wałęsał.
„Dla mnie kolor nieważny, ważna świeżość mięsa.”
Czytaj wiersz
  1056 odsłon
  4 komentarze
Najnowsze Komentarze
Masław
Lew podszedł do sprawy bardzo racjonalnie, a czy po "ludzku"? - po prostu nie zna się na żartach i to jest już poważny dylemat. Po... przeczytaj więcej
wtorek, 04 listopad 2014 19:52
Gość — Honorata
Dziękuję. Poinformuję oczywiście-początkiem marca. Pozdrawiam serdecznie.
wtorek, 02 luty 2016 22:55
Gość — Honorata
Witam. Mam pytanie: czy mogę zaproponować Pana utwór do recytacji uczniowi klasy 4? Jestem opiekunem grupy, którą przygotowuję do ... przeczytaj więcej
wtorek, 02 luty 2016 21:47
1056 odsłon
4 komentarze

Ballada urlopowa

Przyszedł czerwiec, sezon na urlopy. Ciepło mamy i pogodę śliczną,
no więc Czesio, tak jak inne chłopy, też wycieczkę kupił zagraniczną.
Nie w Słowacji, Chorwacji czy Grecji, tak jak inni wkoło kupowali.
Nie w Hiszpanii ani w chłodnej Szwecji. Dwa tygodnie wziął na wyspie Bali
Gnał do domu z miłą wiadomością, marząc o tym jakże będzie ślicznie,
gdy da wygrzać się swym starym kościom ekskluzywnie i ekologicznie.

Miał już w głowie te wesołe dźwięki, szczebiot papug, szum morza w oddali,
oraz dziwny refren jak z piosenki „Wyspa Bali to kraj kanibali”.
Przylecieli. Plaża, jasne słońce, Piękny hotel wśród palm nad zatoką,
zapach kwiatów i piasek gorący i śpiew ptaków od świtu do zmroku.

Najpierw ich prowadzą na śniadanie, przy kwiatami przybranym stoliku,
a wieczorem będzie powitanie w tradycyjnym stylu Balijczyków.
Będzie wielkie ognisko na plaży, tańce wkoło i różne zabawy,
a specjalna ekipa kucharzy przygotuje miejscowe potrawy.

Kiedy tylko słońce purpurowe nad zatoką schyliło się nisko,
Towarzystwo do zabaw gotowe zwartą grupą obsiadło ognisko.
W bębny bili miejscowi dobosze, w rytm tańczyły półnagie tancerki,
a na koniec, niosąc wielkie kosze weszły młode prześliczne kelnerki.

Wśród zapachu soczystej pieczeni rozdawano szaszłyki, filety,
sztuki mięsa na kiściach zieleni i przepyszne mielone kotlety.
A do picia mocną wódkę z ryżu, oranżadę i palmowe wino.
Sok z marchewki z dodatkiem anyżu oraz kozie mleko z kofeiną.

Nikt nie tłumił ogólnej radości. W oczach błyski, uśmiechnięte miny.
I tak w szczęściu, wspólnej wesołości upłynęło trzy i pół godziny.
Tylko Czesio w miejscowych piosenkach, które wszyscy chórem już śpiewali
słyszał refren co tak zapamiętał „Wyspa Bali to kraj kanibali”.

Więc się przesiadł tuż koło tłumaczy rozgarniając obgryzione kości,
by zapytać co to wszystko znaczy, aby rozwiać swoje wątpliwości.
I zapytał „Są tu kanibale” kiedy wszyscy wśród tańców przysiedli.
Oni na to „Coś ty, nie ma wcale. Ostatniegośmy przed chwilą zjedli”.
Czytaj wiersz
  791 odsłon
  0 komentarze
791 odsłon
0 komentarze