Poezja cierpienie

pomacaj o troszka

Gdy noc nastała pierwsza
Jestem Stworzycielem
początków nie widać
i słychać i czuć
Zaprawdę Moja
 
Gdy Światłem się nocem w zieleni
spójrz do Moich
początkiem zmienisz
 
bardziej się wychłostałem
niż ciebie bałem
o moje:
przeto warczy znaczy wróg
po twe
wre stu
 
Gdy pociech narasta pół Mój wzrasta
poczekaj aż wyjdą me sandały
przegrały, wygrając, był przecież mniejszy
 
bardzo głęboka nie wzruszy, po kuszy, bo uszy tu widzę wystaje:
po pierwszych naradach w zły duch wydajesz
po drugich o kocach nie wypominasz procach
zawsze tak samo, o licho o mamo,
 
litościwszym napomnij po mnie
bardziej zadłużonym wspomnij o mnie
najwyżej schłostam z wywrotki
panie słodki:
 
pół Mój: poproszę cię drogi
zapomnij od drogi, czcij - baranek Mój, -
 
gdy wszem obecnie i dookoła
grzecznie, wydostań mnie z dna proszę
na chwilę unoszę,... lecz ciągle mnie boli
boli, oh boli, to jak grzecznie są wszyscy grzesznie
powoli... umarło pół miasta, za kilo jedyne ciasta
umarli po troszkę, za włosy unoszę
uniośli i ci pomarli
wszem dookoła, za piwo obdarci
obdarci są brzuchem, obdartym mułem
za wyło się w wyżej i bliżej, i bliżej
za bydło owiane, i słonko wybrane
za kochaj mnie proszę i słodko wynoszę
 
wyniosłem co ci wydaje się mi:
i piło się po to by biło za ci...
 
ostrzeżeniem, wynocha
zaostrzenie, paprocha
za grożenie, za łajza
za gniota i kupę łajna
za capa i panie rucha
za lito i serce słucha
za prosię i wracaj do siana
za procę i kilo z banana
za ciało co nigdy nie brało
za chłosty, królewny z wyrosty
za kazirodztwo i wino olane
za pomsty chłostą i często gnane
za miło i mało, co tobie za dużo
za wracaj i spadaj, po wycieruchom
zacne są twe wszystkie ubrane
każdą niosą zawsze w mamę
i pij i... i słodziej mi: śpij:
i Kochaj na zawsze
Moja - ta Twa urodzona za dnia
i Moja już była i będzie
na zawsze i Wszędzie.
 
Dawid "Dejf" Motyka
  0 komentarze
0 komentarze

czyszczarka pierwsza

szło sobie bydło do swego zboża,
a ziarna nie widać
 
pędzący pociąg od uszka do ucha brzucha
zapomniał szyneczek sweterka w duchowa
 
nie przedostaje się do talerzyka
taka wisienka pędząca z pacierzyska
 
pędzący rosół zawitał w literach
pomyśl, polizał co swemu teraz
 
i niemym przyznaje się dudni do wiocha
zawsze bajem dobra kokocha dudunia
 
pędzący kościół się znów nie zatrzymał
nie wypominał; leczy ciągle zapinał
 
nowe za stare się znów im wydaje;
a tu kołderką coś mi przyznaje
 
czemu się drzwi nie chcą domykać
aby zapłakać w mokrych pościelkach
 
chyba już widzę Cię; własne z okienka
taka radosna co czyści sreberka z żeberka
 
pędząco mocno mi tu podrzucają
czają; za ciągle żyją i mają
 
widełki za wiosłem o ciało Króla
nowa narada podniosła bula
 
ah trzeba tak trzeba z mego to łóżka
co często gasło i przęsło z brzuszka
 
bydło za ciało a oko za Mistrza
chyba głęboko opowiesz w zgliszcza
 
i stoję tu ciągle w świetle trabanta
cała kraina nim stała się otwarta
 
jakimż to cudem pędzić zza bani~
wód zabrakowało od Wieczystej pani:
 
i nic już nie trzeba aż wydma zagrała
pełno żonglerki sobie nabrała:
 
i krety napinał po wielkich kałużach
mocarz tu udasz w zgodach budach;-
 
przyszło zdziwienie, że ktoś mi napisał:
takim to cudem siebie w mym niebie: przyklęknął
 
i przecież jest za mało za słucho bom głucho;
co im zostało, za miłość okruchom
 
czyż nie w zalotach się wlazło w złocisto rudą:
 
nagle zostało udo w gruchę
Takiej Panienki się ciągle oszukał w mi: skrucho:
 
Jam zawitał się w słodkim papaju
pociągiem pędzę do swego kraju
 
przyszła i chwila głupiego jełopa
za ciało do ciała co będzie w grocha
 
Mnie kochaj na prawdę i mi: tu wytrawiaj:
mocniej do siebie tak: zawsze zostawaj blisko:
 
czemu prędzej się musisz wydostać do kina
panie konduktorze bo lepiej 'off mamma mija
 
przecież ujrzałam ta kilo paposzka
za chwile chwasta wychlustać z gruboszka
 
przecieraj zdumieniem ze swego zająca
brudnieje kamieniem co grosza o kpiąca żryj;
 
i pykło coś nagle zastygło na wczoraj
wreszcie bez panienek gdy nowa zmowa gnoja i h...a!
 
przemowa gnuja.
 
Dawid "Dejf" Motyka
  0 komentarze
0 komentarze

co my z tego życia mamy

złap sobie moją chwilę
twoją wreszcie załapałem
 
złap sobie motylem
sobą wreszcie okrzesałem
 
zapomnij co sobie pamiętać
niczego nie wymiękać
 
wolniejszym będę dopiero wcale
 
tak zamuliło mnie w; pale
 
złap mnie za rękę
 
i kochać i nie żegnać
postara się z wdziękiem
 
tu i teraz.

,że papierek za cukierek
nigdy się nie znamy
za pół winy po mielimy
sokół był już brany 

bez tęsknotek tych zalotek
kawalątek zapomnienia
mętnych zwątpień w tym flakonie
rośnie sobie kawał lenia

i niech śpiewa i przytupie
zacnej świeci przecie pupie
posprzątane dziś naprane
spokój, oto umie; zgrane

przemokli ręce strachliwie w pędzę

zalaną of maną za obrzezaną

za swoich z miodem swoiście z kłodem

w szczęki mamucie ssą kościotrupie

ich u padliny za wyczko plany

serduszkiem pajom kaczki skakają

i przezywamy a masz !.


Dawid "Dejf" Motyka 
  0 komentarze
0 komentarze

Tornado


Zadrżało wokół - huk odbił się echem
rozbłysło na niebie od huku pioruna
z ogromną siłą wiało - wsysało
pozrywało dachy powaliło drzewa
tragedii ludzkiej wciąż nie ma końca
a przecież, zaledwie kilka sekund to trwało

cały dobytek to już tylko gruzy
cóż teraz począć bez swego domu
jak się podźwignąć, rozwinąć skrzydła
nawet poskarżyć się nie ma komu
gdy brak środków zdrowie nie służy
bezradność i łzy, tak wielkie straty -
znów musisz stąpać po kolcach róży

autor: Helena Szymko/
  0 komentarze
0 komentarze

W niewoli umysłu

W krzywym zwierciadle -
zniekształcone obrazy
ukazują kalectwa ślady
w niewoli umysłu
brak już sił i wiary
że życie popłynie
jasnym światła torem

odrodzi się na nowo
umysł zniewolony
otworzą się jak w księdze
lepsze życia strony
staną się motorem
ludzkiego przetrwania
znikną mrok i ślady
trwałego kalectwa
człowiek - będzie wolny
z choroby wyzwolony

autor: Helena Szymko/
  0 komentarze
0 komentarze