Poezje Egzystencjalne

Ona On , On Ona

Bądź dobrym mężem
dam jej popalić
Zrobiłam obiad
chciałaś przypalić
Idź wyrzuć śmieci
niech sama idzie
Przełącz na serial
znowu o żydzie
Pozmywaj garnki
ja po robocie
To daj  buziaka
gówno po kocie
Widzisz obrazek
co mnie obchodzi
Coś krzywo wisi
bo pająk chodzi
Kibel przecieka
woda tak działa
Co na kolację
daj trochę ciała

to co do wyrka
Ja w melancholii
się nastawiłem
Głowa mnie boli....
  0 komentarze
0 komentarze

Jesień

Zmęczone liście opadają z sił 
Pożółkłe, zmęczone gorącem
Każdy kwiat zrzuca płat
Księżyc wygrywa ze słońcem

Nadchodzi znów refleksji czas
Zaczynamy się niepokoić
To myśli płatają figle w nas
Umysł chce duszę zniewolić

A Ja ?

Chcę zapaść się pod ziemię,
Oddalić od wszystkich ludzi,
Zapuścić w domu korzenie
Dopiero wiosną się obudzić

I co roku przeżywam to samo,
Z każdą Jesienią mniej nadziei
Nie poddaję się wierząc,
Że przecież to się w końcu zmieni. 
  1 komentarze
Ostatni komentarz do tego wpisu
Janina
Każdy inaczej nas postrzega a my nie zawsze potrafimy obiektywnie o sobie pisać.A wiersz jest dobry, ja też z chęcią przespałabym ... przeczytaj więcej
czwartek, 05 grudzień 2013 11:34
1 komentarze

Różowe Niebo

Otwieram oczy,
które nie chcą być otwarte.
Ta wysoka kobieta wciąż z dumą kroczy,
widać wspomnienia są już zatarte.

Chcę aby to było zakończone,
a przecież teraźniejszość nie jest choćby początkiem.
Porywcze marzenia zostają sparzone
pachnącym kofeiną wrzątkiem.

Spłukuję resztki sennych okruchów
wcale nie boskim deszczem.
Część nocnych duchów
zostanie przy mnie długo jeszcze.

Skrywam swoją obnażoną duszę
pod dzieciństwem małych, azjatyckich dłoni.
Błagam, proszę,
niech ktoś je wreszcie ochroni.

Zanurzam się coraz bardziej
w różowym oceanie,
n i k t mnie tu nie znajdzie,
n i k t nie wie co się ze mną  stanie.
  0 komentarze
0 komentarze

Umieram

Kiedyś nieoficjalnie za kurtyną tego śmiesznego teatru
Teraz tak jak należy - z datą na nagrobku.
Oczywiście wyryją ją beznamiętnie
Przechodnie lekko spuszczą głowę
Zauważy ją jedynie jesienny liść spadający beztrosko.

Optymizm?
Kiedyś - prawdziwy, jak uśmiech noworodka
Teraz – stwierdzam totalny brak
Oczywiście jest. Jak filozoficzny byt
gdzieś tam w nieokreślonej jakby czasoprzestrzeni.

Do zobaczenia?
Tylko gdzie? W którym miejscu na drabinie eschatologicznych mieszkań?
Na high-stairs chyba nie mam szans.

Cóż – bez rymów, ale szczerze
Takie moje osobiste pożegnanie z tym światem.

Umarłem
Martwo leżąc między świecami chyba słyszę
Dolatujące cienkim głosem Pan z wami!
I z duchem Twoim, proszę księdza!
Jak chyba usłyszałem tak chyba odpowiadam.

Znowu słyszę: Niech Aniołowie zawiodą cię do raju
Zawiodą? Nie-zawiodą? – pytam.
Spojrzą na kartę dokładnie wypełnioną i rzekną:
Proszę wejść – to tu.
Albo: nie znamy się.

Chóry Anielskie niechaj cię podejmą, niech podejmą.
W końcu muzykę kochałem, może tam
Znajdzie się dla mnie miejsce między
śpiewakiem – mordercą, harfiarzem przestępcą?
Następuje przesłuchanie. Proszę gamę w dół, w górę…
Czekam na decyzję.

I z Chrystusem zmartwychwstałym miej radość wieczną!
Miej!
Tak się modlą nade mną – beztrosko odpoczywającym

Czas bym ja coś powiedział Bogu:
Módl się Boże, byś był najpierw miłosierny, później sprawiedliwy.

  1 komentarze
Ostatni komentarz do tego wpisu
anuszka_anula
Jestem pod ogromnym wrażeniem. Proszę o więcej
sobota, 15 lipiec 2017 16:57
1 komentarze