Poezje o zakochaniu

Szmaragdowe oczy

Szmaragdowe oczy
zaklęte rewiry
pociągają głebie
niebezpieczne wiry

cena jest wysoka
zdobycz warta grzechu
śmiałków było wielu
nikt nie znalazł brzegu

woda jest głęboka
toń przyciąga śmiałka
rośnie cena szczęścia
ciężka będzie walka

zmagać się potrzeba
nie tylko z żywiołem
również z własnym
myślenia mozołem

wskoczył śmiało w tonie
głębokie i mroczne
pamiętając obraz
szmaragdowych oczu

***
Dział: Liryki
***
ZM
  0 komentarze
0 komentarze

Ślepa od urodzenia

Ślepa od urodzenia
być może niechciana
ułomna
i niekochana
zmarznięta
z braku czułości
widząca
cudze wartości
często poniżana
chociaż
jest to ciagle
ta sama
miłość

***
Dział: Proza życia
***
ZM
  0 komentarze
0 komentarze

Nadaremnie czekasz

Nadaremnie czekasz
nie odwrócisz biegu
zostawiłaś z tyłu
ślad na życia śniegu

żal tu nie pomoże
nie zmieni się aura
zrozpaczone serce
inaczej nie zagra

spojrzyj w okół siebie
zobacz piękno świata
nie jesteś tu sama
masz do kogo wracać

zaczerpnij oddechu
podaj rękę szybko
pójdziemy przed siebie
nie będzie ci przykro

***
Dział: Zamyślenie
***
ZM
  0 komentarze
0 komentarze

Piec

Lato odeszło z mego serca
będzie ze dwa lata temu
zwyczajnie jak odjeżdża pociąg
opóźniony z peronu

Mgła rozpuszczona porankiem
w promieniach słońca paruje
miłość rozpływa się cicho
a serce tego nie czuje

gdy znika za rogiem codziennych
zwyczajnych niepozornych spraw
wśród słów niedopowiedzianych
bez fanfar wrzawy i braw

Miłość a raczej jej brak
zapuka strasznie zdziwiona
biegnąc otworzysz jej drzwi
ale tam nie stoi ona

której  w pamięci masz zdjęcie
zastygłe z przed wielu lat
do niego ciągle powracasz
 wiedząc że to już nie wróci 

Lato wróciło na wiosnę
chodź jesieni chłodnej to było
do duszy zakutej mrozem
czasy złych wspomnień stopiło

Od siebie dodam malutką
radę tej późnej jesieni
zimę przeczekaj przy piecu
wiosna wszystko odmieni.

  1 komentarze
Ostatni komentarz do tego wpisu
Gość — Masław
Powrót w dobrym stylu. Pozdrawiam.
wtorek, 10 listopad 2015 22:51
1 komentarze

Tonę

Utonąłem w głębinie błękitu,
w otchłani zimnych jezior,
przeszywających sztyletów
rzucanych w serce
przez adriatyckie oczy.

Utonąłem w kraterze pełnym lawy,
zachłysnąłem się szkarłatem piekieł
tego ciepłego uśmiechu,
który sprawia, że topnieję.

Utonąłem w labiryncie osobowości
zalanym duszą, tak aby zabić
każdego kto śmie wejść do środka.
Nikt nie dotrze do wyjścia.

Lecz ja nie chcę wyjść. Wolę zostać.
Płonąć, marznąć, błądzić, cierpieć.
Byle być. Bo skoro jestem,
to nadal żyję. Skoro żyję
to nadal tonę.
  0 komentarze
0 komentarze