Poezje o życiu

Poezje o życiu

Dokręcić śrubę

Skutek prawa - "akcji i reakcji"

Spróbujmy dokręcić tę śrubę
mocniej - aż zatrzeszczy stal.
A, gdy konstrukcja nagle runie,
będzie winny... jej zły stan.
  0 komentarze
0 komentarze

Umówmy się

Umówmy się na rogu, w barze, u Pana Zbyszka.
Przysięgam Panu Bogu, nie zajrzę do kieliszka.

Wystarczy, że popatrzę na te zmęczone twarze
i na życie sobacze wśród niespełnionych marzeń
 
Wysłucham okradzionych, zdradzonych i pobitych.
Bezpodstawnie zwolnionych, pijanych i niedopitych.

Na niejednej z tych piersi kiedyś lśniły ordery.
Ideom najwierniejsi dziś tu kończą kariery

Dopłynęli do portu, czy dobiegli do mety,
czy tylko tak dla sportu, czy z powodu kobiety
 
Tu  na skraju urwiska, bez przeszłości, przyszłości
o swe życiowe wszystko codziennie grają w kości

I gdy siedzę w tym szumie to tak myślę. Niestety,
trzeźwy go nie zrozumiem „…Panie Zbyszku….dwie sety”.
  0 komentarze
0 komentarze

List do Św. Mikołaja

Na pewno się zdziwisz Św.Mikołaju,
że ja list do Ciebie piszę,
ale nie potrafiłam się powstrzymać
bo wokoło o Tobie słyszę.

Przez chwilę pomyślałam.....
chociaż wiem, że to pomysł szalony,
że chciałabym znów być dzieckiem
i wrócić w rodzinne strony.

Pamiętam jak na Ciebie czekałam,
że do mnie przyjdziesz wierzyłam
i gdy spełniałeś moje dziecięce prośby
szczęśliwa i wdzięczna Ci byłam.

Zostawiałeś mi prezenty pod poduszką,
czasami przychodziłeś odziany w piękne szaty,
i wiesz co jeszcze dobrze pamiętam ?
że często miałeś głos mamy albo ręce taty.

Chciała bym by wszystkie dzieci
takie piękne wspomnienia miały,
by wierzyły, że do nich przyjdziesz,
żeby na Ciebie czekały.

Wiem,że nie do wszystkich dotrzeć zdołasz,
że nie wszystkie dzieci cieszyć się mogą,
bo czasami sam nie dajesz już rady
jeśli  dobrzy ludzie Ci nie pomogą.

Wszyscy pomóżmy Św. Mikołajowi
przekonać dzieci,że życzenia się spełniają,
niech jak najdłużej będą dziećmi
i szczęśliwe dzieciństwo mają.

Nie można spełnić wszystkich życzeń
bo wiadomo, że to niemożliwe,
ale czasami wystarczy tak niewiele
by nasze dzieci były szczęśliwe.
  0 komentarze
0 komentarze

Do ludzi

Jeżeli notorycznie masz pretensje do świata.
Jeżeli siedzisz w domu, w którym wszystko cię nudzi
i na tym ci mijają dni, miesiące i lata.
Przerwij w końcu to wszystko. Po prostu wyjdź do ludzi.

Jakąś pasję czy talent któryś chował latami
spróbuj odkryć na nowo i pokazać znajomym.
Porozmawiaj z kolegą, spotkaj się z sąsiadami,
i naucz się uśmiechać w domu i poza domem.

A może znajdziesz kogoś, kto podobny do ciebie
porzucił cztery ściany, na świat spojrzał radośnie
Kiedyś  z widzenia znany, dziś pomoże w potrzebie,
ażebyś w swoim życiu odnalazł nową wiosnę
 
I będzie was wciąż więcej, śpiewaków i malarzy,
kolekcjonerów znaczków, hodowców ziół czy kwiatów,
takich co się nie wstydzą tego, że lubią marzyć.
Co wspólnie dyskutują na tysiące tematów

Dziś złości ten kto ciągle do lekarza by latał
lub spuściwszy powieki tkwił przed świętym obrazem.
Bo spotkałeś takiego jak sam jesteś „wariata” ,
co zamiast w domu siedzieć woli robić coś razem.
  0 komentarze
0 komentarze

Zenek

To było rano w poniedziałek, za oknem świt w mgłach i oparach.
Słońce skradało się nieśmiało tak jakby bało się zegara.
Po ścianie lazła pierwsza mucha, kot się przeciągał, zapiał kogut.,
pies cicho szczeknął, gołąb gruchał, mysz zapiszczała gdzieś przy progu.

Zenek się zbudził, przetarł oczy i się rozejrzał po chałupie
szukając poprzez resztki nocy co tu tak dziwnie głośno tupie.
I gdy leniwym, sennym wzrokiem wszyściutkie kąty już obmacał
ujrzał w słonecznym blasku okien, że łeb go łupie, bo ma kaca.

Obok leżała ciepła żona, ale jej nie tknął dla zasady,
bo mu wieczorem obrażona rzekła - z pijakiem nie dam rady.
Więc przydeptane wdział bambosze co stały zwykle przy tapczanie
i delikatnym krokiem poszedł do kuchni, by zrobić śniadanie.

Gdy na patelnię smalec wkładał i siedem jajek brał z kredensu
jakiś wewnętrzny głos mu gadał, że jego życie nie ma sensu.
„Trza wyprostować zakręcone, co niezmienione to trza zmienić.
Może nawyki, może żonę, może się drugi raz ożenić”.

Może hektarów kilka kupić i zacząć orkę na ugorze,
albo po prostu  znów się upić, zasnąć w stodole lub oborze.
Przez okno blady świt się sączył, rozjaśniał całą okolicę
a  Zenek radio cicho włączył i jadł tą swoją jajecznicę

W radiu toruńskich chór kleryków śpiewał, że  ranne wstają zorze.
Za ścianą w cichym bydła ryku życie budziło się w oborze.
Mocny głos ojca Tadeusza sączył mu w uszy słowa takie,
„Nie zaznasz ty spokoju duszy, jeśli nie zaczniesz być Polakiem”

Dobrze ci mówić, szepnął cicho. Czy wy tam „kurna” nie widzicie
jak nam się tutaj żyje licho i jak kosztowne jest to życie.
Łyżkę odłożył, wąsy otarł. Mruknął, nie mnie tu o tym sądzć.
Na mnie tu czeka wciąż robota. No, trzeba bydło oporządzić.

Między chałupą a oborą chodził szukając kurzych jajek.
Myślał „ W tym kraju wszyscy biorą, tylko mnie „kurna” nikt nie daje”.
Liczył. Na radio wpłacił dwieście, pięć stów wziął ksiądz na mszę za teścia.
Córce, tej co się uczy w mieście na stancję siedemset dwadzieścia.

Synowi pięćset na praktyki no bo się uczy na fryzjera.
Młodszej zeszyty, podręczniki. I znów trzy stówy. O cholera.
Żonie osiemset na kozaki bo już od dwóch miesięcy woła
Ty nie wiesz „taki i owaki”, że nie mam w czym iść do kościoła.

Teściowej czterysta pięćdziesiąt by se wstawiła złote zęby,
choć go cieszyło, że przez miesiąc nie otwierała wcale gęby.
I jeszcze – panie na podatki, na KRUSy, ZUSy, inne zbiórki
Tace, fundacje, może  składki. Nic tylko palnąć w łeb z dwururki.

I skąd brać szeptał karmiąc kury by wszystkim tylko wszystko dawać.
Czy myślał o tym kto u góry, czy kraść, czy mienie rozprzedawać
Tu w niebo spojrzał mrucząc „Panie, na to ja biedny nie poradzę,
Że w naszym pięknym Lechistanie kaczki trzymają całą władzę.

Trzeba krytycznie sprawy sądzić, jak mawiał mój nieboszczyk teść.
I drób nie będzie nami rządzić, bo drób – to panie trzeba jeść.
Chyba świat zawziął się na chłopa. Spojrzał zza płotu na ulicę,
niby to wszystko, to Europa, a bieda  panie jak w Afryce.
 
Teraz się całkiem zdenerwował. Popatrzył na swój dom ze smutkiem.
Zaklął, w kieszenie ręce schował i tak jak w dym poszedł na wódkę.
  0 komentarze
0 komentarze