Piszę wiersz by wyrzucić to z siebie - Gniew

Chcę krzyczeć, zagłuszyć wszystkich, a jednak Cię słyszeć!

Milczenie oznacza zgodę, rozpoczętą nową przygodę

Spala się moja ikona, zamykam oczy, upadam i konam!

Na pomoc Cię wołam:

- Halo, czy jeszcze mnie słyszysz?

W ciszy szumi mi głowa, a wiatr się w niepokoju kołyszy

Mam się za doktora - chodź, wyleczę te Twoje zatrute serce

I pomoc nie wołaj, bo niepotrzebnie Ci dziurę wykręcę!

 

GODZINY

NISZCZĄ

ICH

ETERNALNĄ

WSPANIAŁOŚĆ

 

ZABIJĘ

JEŚLI NIE CIEBIE, TO SIEBIE

KRZYCZĘ W POTRZEBIE BO KREW SIĘ POLEJE

ZNISZCZĘ NADZIEJE, UŚMIECHNĘ SIĘ W GNIEWIE

A ZMYSŁY ZADZIEJE

DAM CI PUSTKĘ JAKO WIECZNĄ PRZEPUSTKĘ

ZAKRWAWIĘ TWĄ BLUZKĘ I RZUCĘ W TĘ BUŹKĘ

SWÓJ JAD, ZNOW BLUŹNIE

NA BOGA, NA DIABŁA POZA SKALĄ

ALKOMAT, SIŁA NAGŁA ROZPIERA

JESTEM W ROLI WERTERA, A UCZUCIE UMIERA

 

proszę bądź... BO CIEBIE TU NIE MA

proszę chodź... WCIĄŻ CIEBIE WYBIERAM

 

GWIAZDY

NIECH

ITERACYJNIE

EKSPLODUJĄ

...Wasze

 

Znów płaczę jak dziecko

Znów oddycham ciężko

Myśli się w głowie nie mieszczą

Diabły na spacer mnie wezmą

ZNÓW--ZNÓW

KROCZĘ TĄ ŚCIEŻKĄ

JESTEM GRANATEM - TY JESTEŚ ZAWLECZKĄ

MYŚLI ZA TĘSKNOTĄ BIEGNĄ

ANIOŁY OZNACZYŁY MNIE KRESKĄ

 

ja cierpię

                ja tutaj cierpię

                                               GNIEW

Czytaj wiersz
  219 odsłon
 0 komentarze
219 odsłon
0 komentarze

Pożera Mnie Pustka

Nie możesz mi pomóc
Moje usta kłamią
Moje myśli to natłok
One szybko mnie łamią
Zaczyna się niewinnie
Małe zadręczenie drobnostką
Lecz moja całość przez to
Staje się tylko cząstką

 

Urazy i ból przez cudze grzechy
Zatrzymuje przed szczęściem strefy
Puste są moje kolejne wdechy
Żyje autopilotem, opanowały mnie mechy

 

Dni mijają w pustce
Puste obietnice, puste spojrzenia
Noce spędzam w bójce
Uderz potylice, w niej kolejne roszczenia
Ile wiosen jeszcze wytrzymam?

 

Nie chcesz mi pomóc
Twoje usta kłamią
Cudze czyny to natłok
Moje życie plamią
Zaczęło się niewinnie
Wiara w miłość i zjednoczenie
Może to jak wiara w mity?
Żadna z moich połówek nie istnieje...

 

Urazy i ból przez cudzą nieczystość
Zasłaniają w mej wierze przejrzystość
Pusta jest moja pełna bliskość
Mimo, że cechuje ją szczerość i czystość

 

Dni mijają w pustce
Puste obietnice, puste spojrzenia
Noce spędzam w bójce
Uderz potylice, w niej kolejne roszczenia
Ile wiosen jeszcze wytrzymam?

 

Gubię się w labiryncie życia
Gubię się we własnych przemyśleniach
Gubię się w cudzie codzinnego bycia
Gubię się we własnych życzeniach
Pożera mnie pustka, do widzenia...
Pożera mnie pustka, do widzenia...

Czytaj wiersz
  243 odsłon
 1 komentarze
243 odsłon
1 komentarze

ABP - SRW

Budzę się przywiązany siłą do łóżka
Z uczuciem pustki niczym wydmuszka
Kręci mi się w głowie, świat wiruje w tańcu
Przerażony, jakbym stał na egzystencji krańcu
Wokół siebie widzę dobrze znane ściany
Na rękach mam dobrze znane rany
Czuję ból w brzuchu, od dawna nic nie jadłem
Jak ja do tej czarnej dziury w moim życiu wpadłem?
Czuję się jak w horrorze, a przecież jestem bezpieczny
Jestem we własnym domu, obiecałem już być grzeczny
To nie porwanie, to porażka mojego ciała
Szerokim łukiem ominęła mnie sukcesu chwała
Próbuję wstać, lecz niestety nieskutecznie
Czuję się zbędnie i bezużytecznie
Ze łzami w oczach wspominam poranki pełne wigoru
Nie doceniłem życia w psychicznym zdrowiu

 

Autodestrukcja, blizny, paranoja
W cierpieniu jest moja ostoja
Smutek, rezygnacja, wspomnienie
Depresja to moje więzienie

 

Próbuję przebić się przez bariery ciała
Ale wcześniejszy sposób już nie działa
W przyjaciół niestety też straciłem wiarę
Każdy znalazł ścieżkę na swoją miarę
Jestem tutaj zdany jedynie na siebie
Jak porzucone na pastwę losu szczenię
Rodzina też niestety mnie nie rozumie
Choroba to taboo, co się dziwić w sumie
Dobrze, że nie są świadomi przez co ja przechodzę
Ratowałem wszystkich, siebie nie uchronię, codziennie odchodzę
Niech miłość mnie zatrzyma, niech miłość mnie uchroni
W głowie mam stado rozzłoszczonych słoni
Biegną prosto na mnie, nie mogę się schować
Moje czyny nie każdemu muszą się podobać
Ale stanę przeciw nim i może tutaj zginę
Nie mogę przestać walczyć nawet na chwilę

 

Kładę się pijany, choć nie piłem żadnego trunku
Odeszła ode mnie moja opiekunka
To nic, to nic, sam sobie poradzę
To nic, to nic, niepotrzebne mi jej twarze

 

Autodestrukcja, blizny, paranoja
W cierpieniu jest moja ostoja
Smutek, rezygnacja, wspomnienie
Depresja to moje więzienie

Czytaj wiersz
  244 odsłon
 1 komentarze
Ostatni komentarz do tego wpisu
Wiesława Waliszewska
Wiersz pełen bólu i cierpienia. Może modlitwa pomoże w cierpieniu. Pozdrawiam
niedziela, 14 lipiec 2019 17:44
244 odsłon
1 komentarze

Kiedy Nadejdzie Koniec

Powiedz mi, kiedy nadejdzie koniec?
Czekam wciąż w środku morza i tonę
Ciągle w głowie mam myśli młode,
Żadna z nich nie proponuje mi zgodę
Stoję w środku Nowego Świata
Ludzie tu mają mnie za wariata
Szeptam krzycząc na duszę kata
W psychice wciąż ta stalowa krata

Przed ich oszczerstwami sie nawet nie bronię
Pewnego dnia załaduję stalowe naboje
Strzał w głowę zakończy wszelkie poboje
Pomimo, że w wciąż w cieniu stoję
Światła na mnie, ja tak nie mogę
Psychiczny amok sprawia, że płonę
W kolejnych godzinach przegapiam każdą dobę
Powiedz mi proszę kiedy nadejdzie ten koniec

Nie wstydzę się słowa depresja, chociaż wiem, że to dla was ubaw po pachy
Przeraża mnie myśl, że ta presja, zabija mi wejścia na Wasze dachy
Czuję jak latam, gdy jestem na dnie, ciekawi mnie jak to będzie, kiedy upadnę
Czekam na dzień gdy siebie odnajdę, bez twierdzenia że wam tlen kradnę

Nie wstydzę się faktu, że z wielkim trudem znoszę otaczającą mnie codzienność
Przeraża mnie to że z naszego paktu, została już tylko twa obojętność
Czuję podłogę gdy widzę Twój sufit, nasza córka mój pamiętnik nuci
Czekam na Ciebie z podkulonym ogonem, chociaż już i tak każdy poszedł w swoją stronę

Powiedz mi, kiedy nadejdzie koniec?
Czekam wciąż w środku morza i tonę
Ciągle w głowie mam myśli młode,
Żadna z nich nie proponuje mi zgodę
Stoję w środku Nowego Świata
Ludzie tu mają mnie za wariata
Szeptam krzycząc na duszę kata
W psychice wciąż ta stalowa krata

Przed ich oszczerstwami sie nawet nie bronię
Pewnego dnia załaduję stalowe naboje
Strzał w głowę zakończy wszelkie poboje
Pomimo, że w wciąż w cieniu stoję
Światła na mnie, ja tak nie mogę
Psychiczny amok sprawia, że płonę
W kolejnych godzinach przegapiam każdą dobę
Powiedz mi proszę kiedy nadejdzie ten koniec

 

 

 

//wiersz rapowany; kiedyś z pewnością dostanie wersję audio :)

Czytaj wiersz
  214 odsłon
 1 komentarze
214 odsłon
1 komentarze

Zielone Oczy III

Z odrazą patrzę w lustro
Zawiedzenia w nim jest mnóstwo
Chciałbym umieć pogodzić się z tym co miało nastąpić
Chciałbym w Twoje klamstwa nigdy nie wątpić
Byłaś ogromnie rozpalonym ogniem
Więc co miałem zrobić - taka mała ćma?
Coś Ty mi uczyniła...

Czytaj wiersz
  131 odsłon
 0 komentarze
131 odsłon
0 komentarze