Syndrom Sybiru

Mroźna lutowa noc za oknami,

W drzwi uderzają mocno kolbami.

Matka otwiera jeszcze zaspana,

Nie zna powodu ze snu wyrwania.

 

Trójka sołdatów do domu wchodzi,

I już oczami po ścianach wodzi.

Groźny list od Stalina nam odczytują,

Pakować szybko rzeczy rozkazują.

 

I choć jest ponad dwadzieścia mrozu,

Zaprzęgać konia każą do wozu.

Ładujemy pośpiesznie zabrane rzeczy

I prosimy Boga by miał nas w swej pieczy.


Gdy się w pociągu ze snu przebudziłem,

Myślę, jak dobrze, że tylko śniłem.

Po chwili do mnie prawda dociera,

Mama mnie jeszcze ciepłej ubiera.


Mamuś kochana zjadłbym dziś chleba,

A mama swe oczy wznosi do nieba.

Kipiatok tylko dostaję do picia

Oraz okrutną lekcję od życia.

 
Sybir przeżyłem, jestem już stary,

Lecz każdej nocy te same koszmary.

Co dzień wznoszę modły za rodziców, do nieba,

A przy mnie blisko woreczek

białego, suchego chleba.

A przy mnie blisko woreczek

białego, suchego chleba.

Modlitwa wieczorna
Modlitwa moja
 

Komentarze

Umieść swój komentarz jako pierwszy!
Gość
sobota, 02 lipiec 2022